Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuki walki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuki walki. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 lutego 2014

Wstęp do kendo



Miecz od zawsze był nieodłącznym elementem kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Pierwsze wzmianki odnajdujemy w mitycznych opowieściach o bogach, choćby w legendzie o Amaterasu Ōmikami, czy o bohaterskich czynach Susanoo – no Mikoto. Ponadto miecz był dawniej utożsamiany z pokojem i odrodzeniem. 

Podobnie, jak sam kraj, również i miecz przechodził metamorfozę wraz z napływem nowych myśli technicznych i zmian społeczno – gospodarczych. Początkowo w Japonii używano mieczy wzorowanych na broni chińskiej (chokken). Były one wykonywane z bardzo słabego metalu, co sprawiało, że służyły one głównie do zadawania pchnięć. 

Jednak już w okresie Heian (VIII – XII w.) chokken ewoluowały w zakrzywione miecze wykonane z żelaza. Takie rozwiązanie pozwalało na stosowanie cięć, a to z kolei umożliwiło tworzenie rozbudowanych stylów walki mieczem. Organizowano nawet doroczne turnieje sztuk wojennych w stołecznym Heian. Dawało to wojownikom okazję do zaprezentowania swoich umiejętności, w tym oczywiście szermierki.

Okres Kamakura, Muromachi i Azuchi – Momoyama (XII – XVI w.) wzbogacił szermierkę o kolejne elementy. Napływ buddyzmu zen uduchowił kendo, oferując wojownikom drogę samodyscypliny i koncentracji. Okres ten zdominowany był przez polityczne oraz militarne rozgrywki między większymi klanami. To również czasy wybitnych wodzów (niektórzy z nich to Takeda Shingen, Uesugi Kenshin, Oda Nobunaga, Toyotomi Hideyoshi, Tokugawa Ieyasu). Wojny, choć doprowadziły do wyniszczenia kraju, umożliwiły rozwinięcie wojskowości. Szermierze mogli doskonalić swoje umiejętności w bitwie, a świadomość zagrożenia życia powodowała, iż wkładali oni w swój kunszt wszystkie siły. Chociaż za sprawą Portugalczyków broń palna trafiła do Japonii już w roku 1543, to tradycyjne metody walki stale zyskiwały na znaczeniu, szczególnie w bliskim zwarciu.

Zamęt wojenny pozwalał na wyłanianie z tysięcy wojowników tych nielicznych posiadających talent oraz naturalne predyspozycje do szermierki. Szybko zostali oni wykorzystani w charakterze instruktorów. Masowo zaczęły pojawiać się mniej lub bardziej znane szkoły szermierki. Pierwszą szkołę założył Hayashizaki Jinsuke Shigenobu. Jego Musōschinden – ryū (szkoła szybkiego dobywania miecza - iaidō) z uwagi na praktyczność  błyskawicznie zyskała na popularności. Nieco później Aisuhyūga – no kami Ikosai powołał do życia Kage – ryū (szkołę cienia). 

Twórcą Itto – ryū (szkoły jednego miecza) jest Itō Ittōsai Kageshisa. Urodził się 5 sierpnia 1550 jako potomek samurajskiego rodu Kamakura. Mając zaledwie 14 lat pokonał sławnego mistrza kendo Tomitę Ippō. W uznaniu czynu otrzymał od miejscowego kapłana miecz wykuty przez słynnego kowala Ichimonjiego. Kiedy następnej nocy zaatakowali go uczniowie Tomity, chcący pomścić swego mistrza, bez większych problemów pokonał wszystkich. Ostatniego przeciwnika, chowającego się za wielką kadzią przepołowił jednym cięciem wraz z nieszczęsną osłoną. Dlatego miecz Kageshisy znany jest jako Kamewari Ichimonji (Przecinąjący Kadzie Miecz Ichimonjiego). W czasie swojej musha shugyō (pielgrzymki wojownika) odwiedził szkoły rozsiane po całym kraju. Spotkał wielu znakomitych szermierzy, poznał zasady obowiązujące w różnych szkołach. Choć nigdy nie zatrzymał się na dłużej w jednym miejscu, jego styl stale zyskiwał sympatyków. Jedyną istotną sprawą w życiu Kageshisy był trening – nie dbał ani o pieniądze, ani o duchowe oświecenie. Swoich ostatnich dni doczekał w całkowitej izolacji od świata.

Tsuhakara Bokuden to twórca Kashima – no hitachi - ryū (tajnej szkoły szermierki z Kashimy). Był kapłanem w świątyni Kashima, poświęconej bogom sztuk walki. Jego musha shugyō zaowocowała licznymi pojedynkami i możliwością nauki u najznamienitszych szermierzy. Mając 27 lat na tysiąc dni odizolował się od świata w murach świątyni Kashima, jedząc wyłącznie proso. Osiągnął dzięki temu stan niewzruszonego umysłu. Bokuden stoczył osiemnaście pojedynków, walczył w trzydziestu sześciu bitwach, zabijając ponad dwustu przeciwników, samemu nie odnosząc poważniejszych ran. Zmarł 2 marca 1571 r.

Wraz z nastaniem okresu Edo (XVII – XIX w.) szkoły szermiercze ponownie przeszły gwałtowny rozwój. Choć nastały czasy pokoju, po Japonii krążyły tysiące samurajów bez posady. Ich jedynym zajęciem stało się rozwijanie umiejętności wojennych już nie na polach bitewnych, ale w murach dojo. Najwybitniejsi szermierze tego okresu to: Miyamoto Musashi, Tsukahara Bokuden, Kamiizumi Nobutsuna, Yagyū Sekishūsai Mitsuyoshi, Yagyū Tajima – no kami Munemori, Togō Shigetaka, Nakanishi Chūzo, Chiba Shūsaku, Yamaoka Tesshū. W drugiej połowie XVIII w. pojawił się bezpośredni archetyp współczesnych zbroi treningowych, a także bambusowe miecze (shinai).

Shinmen Miyamoto Musashi – no kami Fujiwara – no Genshin to niewątpliwie jedna z najbardziej barwnych postaci szermierki. Był ekscentrykiem (ponoć przez całe życiu ani raz nie odwiedził łaźni i nie zmieniał brudnych ubrań), ale zarazem niewątpliwym geniuszem miecza. Na swój najsłynniejszy pojedynek z Sasakim Kojirō spóźnił się kilka godzin, ale ostatecznie wygrał walkę silnym ciosem wiosła w głowę Kojiry. Ponadto zajmował się rzeźbiarstwem, malarstwem oraz literaturą. Napisał Gorin – no sho (Księgę Pięciu Kręgów). Traktat ten zawiera wiele przemyśleń na temat strategii wojennych. Podobnie jak Sztukę Wojny Sun Tzu i Sun Pina, obecnie dzieło Musashiego traktuje się jako dzieło uniwersalne, wykorzystywane m. in. w biznesie.

Lata poprzedzające II wojnę światową (w tym okres Meiji i Taishō) doprowadziły do gwałtownej zmiany japońskiego stylu życia. Kendo jednakowoż nie zanikło – przywiązanie do tradycji okazało się silniejsze od nowoczesnych wzorców. W wyniku wzrostu popularności szermierki do życia została powołana organizacja Dai – Nippon Butokukai, odpowiedzialna za popularyzację sztuk walki. Na początku XX wieku kendo weszło do programu nauczania najpierw w liceach, później w gimnazjach i na uczelniach wyższych. W 1928 roku powołano do życia Wszechjapońską Federację Kendo (AJKF).

Po drugiej wojnie światowej wojska okupacyjne zakazały trenowania kendo. Wycofano je także z zajęć szkolnych. Dopiero w roku 1952 reaktywowano Zen – Nihon Kendo Renmei (AJKF). Kendo zyskało na świecie tak dużą popularność, iż w roku 1970 powstała Międzynarodowa Federacja Kendo (FIK) oraz odbyły pierwsze się mistrzostwa świata. Warto zaznaczyć, że do dzisiaj japońska drużyna tylko raz nie wywalczyła złotego medalu (natomiast indywidualne mistrzostwa jak dotąd zdobywają wyłącznie reprezentanci Japonii).

Europejska Federacja Kendo narodziła się w roku 1969. Pomimo istnienia żelaznej kurtyny już cztery lata później za sprawą Takao Mizushimy kendo pojawiło się w naszym kraju. Do największych sukcesów naszych reprezentantów należy wywalczenie brązowego medalu drużynowego na ME w Amsterdamie w 1989 i zdobycie srebrnego medalu w zawodach drużynowych kobiet na ME w Lizbonie w 2007 r.

Każdy pragnący spróbować swoich sił w kendo powinien wybrać się na trening Warszawskiego Stowarzyszenia Kendo, kiedy to młodzi adepci szermierki doskonalą swoje umiejętności pod okiem pana Arkadiusza Izdebskiego (5 dan), pana Adama Ziółkowskiego (4 dan), pana Leszka Lipeckiego (5 dan) oraz pani Anny Betley (2 dan).

Zapytałem pana Adama, co jest potrzebne, aby rozpocząć naukę kendo, a także jak on sam rozumie drogę miecza.

„Na początek wystarczy zwykła koszulka i spodnie. Koniecznie krótkie. Krótkie spodnie treningowe pomagają instruktorowi w wychwytywaniu ewentualnych błędów i eliminowaniu ich. Praca stóp jest niezwykle istotna dla każdego szermierza. Wg opinii japońskich mistrzów Polacy mają znakomite podstawy. Oczywiście, początki mogą wydawać się bardzo nużące. Nieustanne powtarzanie tych samych form zniechęca część początkujących. Ale przecież bez podstaw nie można opanować bardziej skomplikowanych technik.

Badania naukowe dowiodły, że atakujący doświadczony kendoka uderza w podłoże stopą z siłą równą naciskowi 850 kg. Dlatego nie trudno się dziwić, iż najczęstszym urazem jest pękanie skóry śródstopia. Ponadto występują urazy znane i w innych sztukach walki, a więc naciągnięcia, skręcenia etc. Ale wynikają one najczęściej albo z braku doświadczenia, albo z braku wyobraźni. W trosce o bezpieczeństwo ćwiczących rozpoczynający swoją przygodę z kendo muszą dostarczyć także zaświadczenie lekarskie, niekoniecznie od lekarza sportowego.

Kendo jest sztuką wymagającą samodyscypliny i cierpliwości. W Japonii sport ten jest postrzegany nie tylko jako dyscyplina, ale także jako środek wychowawczy - uczący posłuszeństwa, uczciwości. Niejednokrotnie rodzice wysyłają dzieci na kendo właśnie w celu zapewnienia im twardej szkoły, wzmacniającej oraz uszlachetniającej ducha. Niestety, wraz z popularyzacją kultury zachodniej (w tym choćby piłki nożnej) kendo powoli zanika.

W czasie mojego pobytu w Japonii miałem okazję ćwiczyć w wielu różnych dojo – począwszy od tych z wiekowymi tradycjami, aż po powstałe stosunkowo niedawno. Poznałem wielu niezwykle doświadczonych wojowników, dla których kendo nie jest tylko sztuką walki – jest sposobem bycia.

Najskuteczniejszymi szermierzami Japonii są niewątpliwie policjanci. Ich poświęcenie większej sprawie oraz mordercze cykle szkoleniowe sprawiają, że ich umiejętności znacznie przewyższają posiadaczy stopni mistrzowskich. Proszę sobie zatem wyobrazić na jakim poziomie musi być elitarna gwardia cesarska.

Zainteresowanym trenowaniem kendo mogę powiedzieć jedno: postępy przychodzą z czasem. Sam wciąż uczę się od moich uczniów.”

Treningi Warszawskiego Stowarzyszenia Kendo odbywają się w Gimnazjum nr 49 na ul. Smoczej 19 w poniedziałki, środy i piątki w trzech grupach zaawansowania.

sobota, 22 lutego 2014

Księga Pięciu Kręgów (recenzja)



Od zawsze upatrywałem w sylwetkach azjatyckich wojowników wzór do naśladowania. Nie chodzi tylko o odpowiednie nastawienie w czasie treningów, ale również o codzienne zachowanie w pracy, szkole. Ludzie z krajów Dalekiego Wschodu od zawsze kierowali się w swoich poczynaniach honorem, kodeksem zasad moralnych. Obecnie, kiedy nie muszą już wywijać bronią na bitewnych polach, zaadaptowali te zasady do nowej rzeczywistości. Praca daje możliwość udowodnienia własnej przydatności, wykazania się na tle innych. Nic dziwnego, że właśnie w Azji po raz pierwszy zanotowano przypadki 過労 (wym. „karōshi”, czyli dosłownie „śmierci z przepracowania”). Nie jest to typowo medyczne określenie danej przypadłości, a jedynie socjomedyczna nazwa zbioru negatywnych skutków ciągłego stresu, wypalenia zawodowego, zmęczenia prowadzących do niechybnej śmierci. Do dzisiaj zanotowano ponad 60 tys. przypadków zgonu z powodu nadmiernego poświęcenia profesji. Co implikuje takie zachowania? Z pewnością są to liczne traktaty filozoficzne, które znajdują zastosowanie w sferze biznesu. Zawarte w nich sentencje zachęcają do wysiłku mającego umożliwić osiągnięcie wyznaczonego wcześniej celu. Taką pracą z pewnością jest 五輪書 autorstwa宮本.

Sam Musashi jest postacią na wpół legendarną. Szczegóły dotyczące jego wczesnego życia są trudne do ustalenia. Szermierz w swoich pracach przyznaje się do pochodzenia z prowincji Harima. Historycy sprzeczają się o rok narodzin najsłynniejszego szermierza w historii Japonii (prawdopodobnie chodzi o rok 1584). Jego pełne imię możemy poznać właśnie na kartach 五輪書: 新免武蔵守藤原玄信 (wym. Shinmen Musashi – no – Kami Fujiwara no Genshin). Jego ojciec był znanym w na Wyspach mistrzem szermierki przy pomocy charakterystycznej broni białej – (wym. „jitte”, co oznacza „dziesięć rąk”). Musashi był jednym z nominalnych zarządców prowincji o tej samej nazwie. Można śmiało stwierdzić, iż jego rodowód czynił go wysoko urodzonym samurajem uprawnionym do posiadania własnego (niemałego zresztą) majątku.

Jego szermiercza kariera rozpoczęła się bardzo wcześnie. Rozpoczął pierwsze treningi pod okiem swojego ojca oraz wuja w wieku 7 lat. Pierwszy prawdziwy pojedynek na śmierć i życie stoczył sześć lat później. Wszystko zaczęło się od przybycia w okolice miejsca zamieszkania Miyamoto samuraja o imieniu Arima Kihei. Podróżował on po kraju, szukając wyzwań lub okazji do doskonalenia swojego rzemiosła. Na ogłoszenie wzywające wszystkich wojowników do walki odpowiedział młody Musashi. Pyszałkowaty samuraj zaakceptował starcie, licząc na łatwe zwycięstwo ośmieszające jedną z bardziej uznanych szkół szermierczych. Wuj w trosce o swojego bratanka błagał Kihei o anulowanie walki. Oczywiście zadufany w sobie osobnik żądał uwłaczającego dla honoru publicznego błagania o litość. Musashi, nie zwracając uwagę na różnicę wieku, zaatakował bezczelnego przeciwnika jedynie przy pomocy drewnianego. Kihei odpowiedział zagrażającym życiu ciosem swojej szabli. Jego młodszy oponent nie przestraszył się, powalając nieuczciwego konkurenta na ziemię. Następnie pozbawił go życia, korzystając jedynie z siły własnych rąk. Całe zdarzenie oczywiście nie było godne pochwały, a młody samuraj musiał udać się na pielgrzymkę dla odpokutowania niehonorowego czynu.

Dwa lata później opuścił rodzinną wioskę, wyruszając w nieznany świat. Kolejne lata upłynęły mu na treningach, walkach. Uczestniczył również w wojnach pomiędzy klanami. W roku 1600 walczył w Armii Zachodu po stronie Toyotomi w szeregach klanu Shinmen (jego ród był z nim skoligacony). Wykazał się walecznością w szturmie na zamek Fushimi, obroną oblężonej twierdzy Gifu oraz w kulminacyjnej bitwie pod Sekigaharą. Pod koniec walk odrzucił stosunki lenne, nie chcąc walczyć z własnym ojcem. Kiedy wojna dobiegła końca, zaszył się na stokach góry Hiko, oddając się medytacji. Musashi na kilka lat znika z kart historii, aby pojawić się ponownie w Kyoto (oczywiście w celu stoczenia serii pojedynków). Zaprezentował swoje mistrzowskie umiejętności przed szogunem, który ochrzcił go mianem Niepokonanego pod Niebiem.  Niestety poważne spory z rodziną Yoshioka (prowadzili bardzo utytułowaną szkołę w ścisłym centrum stolicy) ponownie doprowadziły do niepotrzebnych zgonów. Zabił w pojedynkach dwóch najstarszych przedstawicieli tegoż rodu (spóźniając się na każdy z nich – to była jego swoista wizytówka). Najmłodszy ze spadkobierców, 12 – letni Matashichiro, poprzysiągł pomstę na Musashim, organizując zasadzkę pod pretekstem wzywania (rozkazał swoim podwładnym zbrojnym w łuki, muszkiety  ukrycie się w zaroślach), aby zgładzić mordercę ojca oraz brata. Musashi z właściwą sobie klasą bez trudu pozbawił życia wroga, a także wyszedł bez szwanku ze starcia z tuzinami przeciwników.

Po zniszczeniu szkoły Yoshioka udał się na 武者修 (wym. „musha shugyo”, „pielgrzymkę wojownika”). W walce zazwyczaj nie korzystał z ostrej broni. Preferował drewniany sprzęt treningowy, co i tak kończyło się śmiercią oponentów (jednocześnie świadczyło o jego wirtuozerii). Powszechnie przypisuje się Musashiemu zwycięstwa nad ponad setką wrogów (chodzi jedynie o oficjalne wyzwania). Pod koniec życia osiedlił się na zamku Kumamoto, gdzie nauczał szermierki synów lorda Hosokawa. W wyniku pogarszającego się zdrowia postanowił zaszyć się w odludnej jaskini nad brzegiem morza, aby skupić się na spisaniu swoich spostrzeżeń dotyczących życia szermierza. Zmarł prawdopodobnie na skutek raka płuc. Zgodnie z relacjami jego uczniów odszedł z uśmiechem na ustach, wcześniej ubierając się w swój samurajski rynsztunek (zupełnie jakby przeczuwał zbliżający się koniec). Odszedł w czasie raczenia się zieloną herbatą.

五輪書 tylko pozornie traktuje o sztuce szermierki japońską szablą. Porusza również tematykę sztuk walki, ale jej treść jest bardzo uniwersalna, znajdując odniesienie w wielu różnych dziedzinach życia. Autor zwraca uwagę na często pomijane szczegóły życia prawdziwego wojownika w oparciu o własne doświadczenia. Musashi opisał swoją własną sztukę walki dwoma mieczami (rewolucyjną w tamtych czasach). Jednocześnie możemy napotkać opisy jego wspaniałych zwycięstw (czasami odnoszonych przy pomocy zwykłych narzędzi pokroju chochli, wiosła). Książka została podzielona na kilka części składowych:

1)      Księgę Ziemi (zawiera podstawy teorii nauczanej w szkole Musashiego; praktyczne wskazówki umożliwią najpilniejszym uczniom pokonanie nawet przytłaczającego liczebnie wroga; opisane sytuacje warunkują użycie konkretnej broni w zależności od aktualnej sytuacji)
2)      Księgę Wody (skupia się na życiu wewnętrznym szermierza, opisując wymaganą giętkość umysłu na drodze do osiągnięcia mistrzostwa; podstawą walki nie są umiejętności fizyczne, a nastawienie oraz hart ducha – opanowanie, spokój, samokontrolę)
3)      Księgę Ognia (zawiera listę konkretnych technik zapewniających przewagę w czasie ostrego starcia; Musashi już za życia znany był z bardzo niekonwencjonalnego podejścia – liczył się dla niego przede wszystkim wynik pojedynku, chociaż nigdy nie zapomniał o honorze)
4)      Księgę Wiatru (autor zdradza tajemnice swojego sukcesu, zdradzając sekrety nie tylko swojej szkoły, ale również innych, z którymi zetknął się w czasie swoich podróży; stara się uświadomić czytelnikowi istotę planowania oraz posiadania alternatywnego wyjścia w każdej sytuacji)
5)      Księgę Pustki (najbardziej filozoficzny fragment z bardzo widocznymi wpływami buddyzmu; wiele ezoterycznych wskazówek ma pokazać uczniom ogrom świata, którego poznanie powinno być ich celem; Musashi nie rozróżnia pojęcia dobra i zła w walce – każda śmierć jest czynem zbrodniczym)

Przez wiele lat ukazało się wiele tłumaczeń na język angielski. Oczywiście kolejne translacje odbiły się znacząco na przekazie pierwotnego zamysłu japońskiego szermierza. Często sprowadza się je jedynie do trywialnego podręcznika zmyślnego biznesmena. Z prac Musashiego korzystają również trenerzy personalni. Przez wiele lat mieszkańcy Polski nie mogli się doczekać zadowalającego przekładu (dostępne na naszym rynku prace były obrazoburczą trawestacją anglojęzycznych wersji). Na szczęście wszystko zmieniło się za sprawą naszego rodzimego wydawnictwa Diamond Books, które postanowiło przetłumaczyć na język polski oryginalny tekst japoński (zapisany nieco archaicznym językiem). Praca przyniosła wymierne korzyści w postaci bardzo interesującej publikacji zadowalającej zagorzałych miłośników japońskich sztuk walki. Polskie wydanie zaopatrzono także w obszerną biografię autora oraz swoisty dekalog idealnego wojownika (Musashi stworzył go podczas dobrowolnego pobytu w swojej nadmorskiej samotni).

Komu warto polecić 五輪書? Moim zdaniem każdemu, kto pragnie spojrzeć na codzienne życie z innej perspektywy. Czytając dzieło Musashiego poznajemy w bardzo przystępny sposób myśli kogoś sprzed prawie 500 lat. Zdumiewające jest to, jak wiele z jego uwag ma zastosowanie w XXI w. Ostatecznie ludzka psychika nie uległa znaczącym przekształceniom – nadal cenimy sobie własną godność, chociaż coraz częściej gotowi jesteśmy ją spieniężyć. 五輪書 doradza zachowywanie własnego zdania w każdej sytuacji, gdyż wierność sobie zapewni nam szacunek otoczenia. Gorąco zachęcam do lektury wszystkim ludziom, których praca wiąże się z codziennymi kontaktami międzyludzkimi. Wielu najskuteczniejszych maklerów pracujących na nowojorskiej giełdzie wymienia dzieło Musashiego na szycie listy książek inspirujących ich w pracy.


czwartek, 13 lutego 2014

Kurs 忍び cz. XII



Wojownicy ninja musieli niekiedy dopasowywać się do sytuacji. Nawet najbardziej skomplikowane plany zaopatrzone w stosowną ilość alternatywnych rozwiązań narażone są na zniweczenie przez przypadkowe wydarzenia. Zdolność improwizacji pozwala nam nie tylko popisać się w czasie słownej szermierki z nielubianą osobą, ale także ratuje nasze życia w kłopotliwej sytuacji. Cały sekret korzystania z tej niezwykłej siły kryje się w naszej wyobraźni. Codzienne czynności, monotonia związana z niezmieniającym się życiem skutecznie usypiają nasze wrodzone instynkty. Jesteśmy przecież przedstawicielami gatunku, który zdołał opanować całą planetę, a już planowana jest przecież ekspansja na inne ciała niebieskie w bezkresnych przestworzach Kosmosu. Taka przynależność zobowiązuje do ustawicznego poszukiwania nowalijek, rozwiązań poprawiających lub ułatwiających proste czynności. To jednak jest domeną wszelkiego rodzaju wynalazców. Jako kontynuatorzy tajemnej sztuki wojowników cienia powinniśmy wykorzystać naszą kreatywność do zapewnienia sobie przewagi walce. Czas na zapoznanie się z bronią improwizowaną.

Ninja stworzyli całą gałąź wiedzy nazywaną przez nich Bezkresem. Zamysł polegał na przekazywaniu adeptom odpowiedniego światopoglądu, zaszczepianiu konkretnego (sprawdzonego w czasie dziesięcioleci) sposobu myślenia, aby zwiększyć szanse na zakończenie powierzonej im misji powodzeniem. Wielu ludzi uważa ludzi nieustannie poszerzających swoją wiedzę za dziwaków, bo przecież w życiu codziennym nie przydaje nam się np. metoda eliminacji Gaussa (chyba, że jesteśmy matematykami). To poważny błąd sprowadzający nas do roli maszyn zdolnych do wykonania jedynie z góry przedzielonych funkcji. Przecież analityk finansowy może w wolnych chwilach zgłębiać zawiłości literatury skandynawskiej, a lekarz po godzinach swojej pracy z lubością oddawać się lutowaniu bądź skrawaniu. Z podobnego założenia wychodzili ninja, powtarzając za宮本: poznajcie wszelkie sposoby. Wiedzę zawartą w Bezkresie podzielono na trzy części: specjalne sposoby poruszania się, specjalne narzędzia oraz人術 (wym. „senninjutsu”).

Ninja starali się działać zakulisowo, dlatego też często określa się ich wojownikami cienia. Specjalne metody poruszania się nie ograniczały się wyłącznie do technik zmiany pozycji znanych wyłącznie mistrzom ninjitsu. Chodziło przede wszystkim o zachowanie agenta w czasie zadania (niezależnie od jego charakteru, czyli dotyczyło to zarówno zwiadu, jak i morderstwa czy sabotażu). Ninja lubowali się w wymyślnych strojach, czasami wczuwając się w jednego z setek nic nie znaczących chłopów,  by przy innej okazji udawać spadkobiercę legendarnego rodu z drugiego końca Japonii. Potrafili nie tylko świetnie się maskować, ale również wspaniale odgrywać swoje role (niekiedy pobierali lekcje aktorstwa od profesjonalnych pracowników teatralnych). Powodzenie misji zależało od delikatnego podejścia do tematu dotarcia na miejsce jej realizacji oraz opuszczeniu go po wykonaniu zadania (w przypadku ninja należy mówić raczej o rozpływaniu się w powietrzu). Prawdziwy skrytobójca musi nauczyć się zdobywać potrzebne informacje, nie zwracając na siebie przesadnej uwagi otoczenia (zamiast brutalnego przesłuchania można przecież spić strażnika w okolicznej spelunce, po czym wykorzystać jego wdzięczność do poznania rozmieszczenia straży). W spisanych przed wiekami historiach nie zachowało się wiele przekazów o bezczelnych wojownikach cienia, którzy nie zważając na takie drobnostki, jak przewaga liczebna wroga, osiągali wyznaczony wcześniej cel nie w mrokach nocy, ale w świetle dnia przy akompaniamencie okrzyków pełnych bólu, cierpienia (należy jednak wspomnieć, że zawczasu podtruwali załogę zamku, aby uniemożliwić jej skuteczną samoobronę). Pochwycenie przez wroga nie kończyło zadania agenta – rozpoczynało się zupełnie nowe polegające na ochronie tajemnic klanu, a następnie ucieczce w myśl zasady: Nie pozwól się zauważyć, lecz gdy cię już zauważą, nie pozwól się pojmać, a jeśli nawet cię pojmą – nie pozwól uwięzić własnego umysłu. Wszystkie zagrywki nazywano ogólnie tawasaki (sztuką unikania).

Ninja byli bardzo zręcznymi rzemieślnikami. Nie chodziło jedynie o wytworzenie dziesiątków sztuk (niekiedy bardzo pomysłowej) broni, ale również o stwarzanie innych potrzebnych w czasie realizacji zadania przedmiotów. Drogi bywają kontrolowane przez siły porządkowe podległe regionalnej władzy, dlatego warto zaopatrzyć się w stosowne dokumenty umożliwiające przejazd (np. dokumenty przewozowe, kupiecki glejt, rozkazy wojskowe, świadectwa urodzenia). Czasami wojownicy cienia musieli posiadać coś (np. zjawiskowo piękną), co zainteresuje nasz cel. Ostatecznie zyskując czyjeś zaufanie kosztownymi podarkami, możemy zbliżyć się na odległość ułatwiającą zadanie perfekcyjnie wymierzonego ciosu. Artyzm był nieodłączną częścią życia członków klanu odpowiedzialnych za zaopatrzenie agentów w pomocne gadżety, które pomogą odejść komuś uparcie odmawiającemu śmierci z przyczyn naturalnych (dzisiaj jest to choćby ładunek wybuchowy ukryty w długopisie lub pokryta silną trucizną guma do żucia).

Poznaliśmy już wiele rodzajów broni różniących się od siebie nie tylko cechami fizycznymi (ciężarem, kształtem), ale także funkcjonalnością. Niestety zdarzają się sytuacje, w których jesteśmy pozbawieni ulubionych narzędzi mordu (np. po kontroli strażnika za pomocą elektronicznego skanera nasz sprzęt zostanie z łatwością wykryty, a my sami uwięzieni). Musimy więc poradzić sobie jakoś bez nich. Nasze otoczenie skrywa olbrzymią liczbę broni improwizowanej mogącej z powodzeniem zastąpić swoje bojowe odpowiedniki. Zwykła ściereczka kuchenna może zastąpić nam garotę. Stłuczona szklanka, widelec, wykałaczka sprawdzą się w roli improwizowanych ostrzy. Oblanie kogoś wrzątkiem wyłączy go z walki na czas pozwalający na jego pokonanie (później możemy pożyczyć sobie broń wroga, bo przecież nie przyda mu się na tamtym świecie). Garnek lub patelnia pomogą nam sparować wymierzony w nas cios. Przykłady można byłoby długo mnożyć, ale zwróćmy uwagę, że nie opuściliśmy nawet kuchni! Ileż pomocnych rekwizytów może odnaleźć doświadczony artysta sztuki śmierci w każdym z pomieszczeń… Jak zwykle, ogranicza go jedynie jego własna pomysłowość. Wiedzą o tym strażnicy więzienni na co dzień spotykający się z bronią wykonywaną z codziennych przedmiotów przez żądnych krwi (choć znudzonych) więźniów.

Czym byliby nawet najbardziej skuteczni zabójcy pozbawieni odpowiedniego zaplecza logistycznego? Prawdopodobnie zwykłymi rzezimieszkami najmującymi się byle komu. Klany ninja były niebywale rozbudowane. Oprócz świetnie wyszkolonych jednostek frontowych składały się także z inżynierów, lekarzy, szamanów etc. Oczywiście każdy z wojowników musiał posiadać elementarne podstawy ze wszystkich specjalizacji, ale przecież jej mistrzowskie opanowanie nie mogło udać się każdej osobie (indywidualne uzdolnienia). Grupa operacyjna składała się zazwyczaj z pięciu wojowników cienia, z których każdy miał ściśle ustalone zadanie (przed wyruszeniem szczegółowo planowano akcję): jeden zbierał informację, inny przygotowywał stosowne pomoce lub zabezpieczał drogi ucieczki, a jeszcze inny wykonywał zlecenie, choćby poprzez zgładzenie celu. Ninja nie stronili nawet od najbardziej nieprawdopodobnych sztuk – wszystko dla uzyskania przewagi w walce. Dlatego też możemy wyróżnić w ich asortymencie techniki egzocentryczne (naukowe) oraz ezoteryczne (np. chińska astrologia, hipnoza).

W Chinach od stuleci krążą pogłoski o tzw. dotyku śmierci. Miały być to ponoć techniki umożliwiające uśmiercenie wybranej osoby pojedynczym ciosem lub też na odległość (odmiana telepatii). W Japonii zwykło się uważać, że mistrzami tej trudnej sztuki byli właśnie ninja. Dzisiaj, po latach badań, można stwierdzić z całą pewnością, iż… Wojownicy cienia nie potrafili go opanować. Jednak z właściwym sobie animuszem oraz zuchwałością udawali posiadanie takiej umiejętności. Stosowano specjalnie wyprofilowane ostrze pozwalające rozrywać ludzkie gardła od środka. Bardzo cienkie szpikulce przekłuwały mózgi, wnikając przez naturalne otwory ciała, tj. dziurki w nosie, uszy (nie pozostawiały żadnych widocznych śladów, a w średniowieczu rzadko przeprowadzano autopsję). Sprytnym rozwiązaniem było również nasączanie trucizną szat obranej za celi osoby. Ninja byli bardzo zmyślnymi trucicielami, ale o przykładach sztuki zielarskiej (to dwie strony tego samego medalu) opowiem w innym artykule.

Nie bójmy się improwizować. Dzisiejszy, bezpieczny i pacyfistyczny świat wymusza na nas działanie w określonych przez społeczeństwo ramach, co tłumi nasze naturalne instynkty. Nie doradzam praktykowania sztuki skrytobójstwa, ale radzę za to wszystkim, aby częściej pokazywali kły – ostatecznie każdy z nas jest osobą wyjątkową, więc nie ma powodu, by dawać się poniżać osobie na wyższym stanowisku czy z zasobniejszym portfelem. Dajmy upust naszej wyobraźni. A jeśli wpadniemy w tarapaty, to w starciu oko w oko z napastnikiem możemy zachować się tak, jak bohater filmu The Chronicles of Riddick, Richard B. Riddick (zbiegły skazaniec, morderca):