Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 忍者. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 忍者. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2014

Kurs 忍び cz. XII



Wojownicy ninja musieli niekiedy dopasowywać się do sytuacji. Nawet najbardziej skomplikowane plany zaopatrzone w stosowną ilość alternatywnych rozwiązań narażone są na zniweczenie przez przypadkowe wydarzenia. Zdolność improwizacji pozwala nam nie tylko popisać się w czasie słownej szermierki z nielubianą osobą, ale także ratuje nasze życia w kłopotliwej sytuacji. Cały sekret korzystania z tej niezwykłej siły kryje się w naszej wyobraźni. Codzienne czynności, monotonia związana z niezmieniającym się życiem skutecznie usypiają nasze wrodzone instynkty. Jesteśmy przecież przedstawicielami gatunku, który zdołał opanować całą planetę, a już planowana jest przecież ekspansja na inne ciała niebieskie w bezkresnych przestworzach Kosmosu. Taka przynależność zobowiązuje do ustawicznego poszukiwania nowalijek, rozwiązań poprawiających lub ułatwiających proste czynności. To jednak jest domeną wszelkiego rodzaju wynalazców. Jako kontynuatorzy tajemnej sztuki wojowników cienia powinniśmy wykorzystać naszą kreatywność do zapewnienia sobie przewagi walce. Czas na zapoznanie się z bronią improwizowaną.

Ninja stworzyli całą gałąź wiedzy nazywaną przez nich Bezkresem. Zamysł polegał na przekazywaniu adeptom odpowiedniego światopoglądu, zaszczepianiu konkretnego (sprawdzonego w czasie dziesięcioleci) sposobu myślenia, aby zwiększyć szanse na zakończenie powierzonej im misji powodzeniem. Wielu ludzi uważa ludzi nieustannie poszerzających swoją wiedzę za dziwaków, bo przecież w życiu codziennym nie przydaje nam się np. metoda eliminacji Gaussa (chyba, że jesteśmy matematykami). To poważny błąd sprowadzający nas do roli maszyn zdolnych do wykonania jedynie z góry przedzielonych funkcji. Przecież analityk finansowy może w wolnych chwilach zgłębiać zawiłości literatury skandynawskiej, a lekarz po godzinach swojej pracy z lubością oddawać się lutowaniu bądź skrawaniu. Z podobnego założenia wychodzili ninja, powtarzając za宮本: poznajcie wszelkie sposoby. Wiedzę zawartą w Bezkresie podzielono na trzy części: specjalne sposoby poruszania się, specjalne narzędzia oraz人術 (wym. „senninjutsu”).

Ninja starali się działać zakulisowo, dlatego też często określa się ich wojownikami cienia. Specjalne metody poruszania się nie ograniczały się wyłącznie do technik zmiany pozycji znanych wyłącznie mistrzom ninjitsu. Chodziło przede wszystkim o zachowanie agenta w czasie zadania (niezależnie od jego charakteru, czyli dotyczyło to zarówno zwiadu, jak i morderstwa czy sabotażu). Ninja lubowali się w wymyślnych strojach, czasami wczuwając się w jednego z setek nic nie znaczących chłopów,  by przy innej okazji udawać spadkobiercę legendarnego rodu z drugiego końca Japonii. Potrafili nie tylko świetnie się maskować, ale również wspaniale odgrywać swoje role (niekiedy pobierali lekcje aktorstwa od profesjonalnych pracowników teatralnych). Powodzenie misji zależało od delikatnego podejścia do tematu dotarcia na miejsce jej realizacji oraz opuszczeniu go po wykonaniu zadania (w przypadku ninja należy mówić raczej o rozpływaniu się w powietrzu). Prawdziwy skrytobójca musi nauczyć się zdobywać potrzebne informacje, nie zwracając na siebie przesadnej uwagi otoczenia (zamiast brutalnego przesłuchania można przecież spić strażnika w okolicznej spelunce, po czym wykorzystać jego wdzięczność do poznania rozmieszczenia straży). W spisanych przed wiekami historiach nie zachowało się wiele przekazów o bezczelnych wojownikach cienia, którzy nie zważając na takie drobnostki, jak przewaga liczebna wroga, osiągali wyznaczony wcześniej cel nie w mrokach nocy, ale w świetle dnia przy akompaniamencie okrzyków pełnych bólu, cierpienia (należy jednak wspomnieć, że zawczasu podtruwali załogę zamku, aby uniemożliwić jej skuteczną samoobronę). Pochwycenie przez wroga nie kończyło zadania agenta – rozpoczynało się zupełnie nowe polegające na ochronie tajemnic klanu, a następnie ucieczce w myśl zasady: Nie pozwól się zauważyć, lecz gdy cię już zauważą, nie pozwól się pojmać, a jeśli nawet cię pojmą – nie pozwól uwięzić własnego umysłu. Wszystkie zagrywki nazywano ogólnie tawasaki (sztuką unikania).

Ninja byli bardzo zręcznymi rzemieślnikami. Nie chodziło jedynie o wytworzenie dziesiątków sztuk (niekiedy bardzo pomysłowej) broni, ale również o stwarzanie innych potrzebnych w czasie realizacji zadania przedmiotów. Drogi bywają kontrolowane przez siły porządkowe podległe regionalnej władzy, dlatego warto zaopatrzyć się w stosowne dokumenty umożliwiające przejazd (np. dokumenty przewozowe, kupiecki glejt, rozkazy wojskowe, świadectwa urodzenia). Czasami wojownicy cienia musieli posiadać coś (np. zjawiskowo piękną), co zainteresuje nasz cel. Ostatecznie zyskując czyjeś zaufanie kosztownymi podarkami, możemy zbliżyć się na odległość ułatwiającą zadanie perfekcyjnie wymierzonego ciosu. Artyzm był nieodłączną częścią życia członków klanu odpowiedzialnych za zaopatrzenie agentów w pomocne gadżety, które pomogą odejść komuś uparcie odmawiającemu śmierci z przyczyn naturalnych (dzisiaj jest to choćby ładunek wybuchowy ukryty w długopisie lub pokryta silną trucizną guma do żucia).

Poznaliśmy już wiele rodzajów broni różniących się od siebie nie tylko cechami fizycznymi (ciężarem, kształtem), ale także funkcjonalnością. Niestety zdarzają się sytuacje, w których jesteśmy pozbawieni ulubionych narzędzi mordu (np. po kontroli strażnika za pomocą elektronicznego skanera nasz sprzęt zostanie z łatwością wykryty, a my sami uwięzieni). Musimy więc poradzić sobie jakoś bez nich. Nasze otoczenie skrywa olbrzymią liczbę broni improwizowanej mogącej z powodzeniem zastąpić swoje bojowe odpowiedniki. Zwykła ściereczka kuchenna może zastąpić nam garotę. Stłuczona szklanka, widelec, wykałaczka sprawdzą się w roli improwizowanych ostrzy. Oblanie kogoś wrzątkiem wyłączy go z walki na czas pozwalający na jego pokonanie (później możemy pożyczyć sobie broń wroga, bo przecież nie przyda mu się na tamtym świecie). Garnek lub patelnia pomogą nam sparować wymierzony w nas cios. Przykłady można byłoby długo mnożyć, ale zwróćmy uwagę, że nie opuściliśmy nawet kuchni! Ileż pomocnych rekwizytów może odnaleźć doświadczony artysta sztuki śmierci w każdym z pomieszczeń… Jak zwykle, ogranicza go jedynie jego własna pomysłowość. Wiedzą o tym strażnicy więzienni na co dzień spotykający się z bronią wykonywaną z codziennych przedmiotów przez żądnych krwi (choć znudzonych) więźniów.

Czym byliby nawet najbardziej skuteczni zabójcy pozbawieni odpowiedniego zaplecza logistycznego? Prawdopodobnie zwykłymi rzezimieszkami najmującymi się byle komu. Klany ninja były niebywale rozbudowane. Oprócz świetnie wyszkolonych jednostek frontowych składały się także z inżynierów, lekarzy, szamanów etc. Oczywiście każdy z wojowników musiał posiadać elementarne podstawy ze wszystkich specjalizacji, ale przecież jej mistrzowskie opanowanie nie mogło udać się każdej osobie (indywidualne uzdolnienia). Grupa operacyjna składała się zazwyczaj z pięciu wojowników cienia, z których każdy miał ściśle ustalone zadanie (przed wyruszeniem szczegółowo planowano akcję): jeden zbierał informację, inny przygotowywał stosowne pomoce lub zabezpieczał drogi ucieczki, a jeszcze inny wykonywał zlecenie, choćby poprzez zgładzenie celu. Ninja nie stronili nawet od najbardziej nieprawdopodobnych sztuk – wszystko dla uzyskania przewagi w walce. Dlatego też możemy wyróżnić w ich asortymencie techniki egzocentryczne (naukowe) oraz ezoteryczne (np. chińska astrologia, hipnoza).

W Chinach od stuleci krążą pogłoski o tzw. dotyku śmierci. Miały być to ponoć techniki umożliwiające uśmiercenie wybranej osoby pojedynczym ciosem lub też na odległość (odmiana telepatii). W Japonii zwykło się uważać, że mistrzami tej trudnej sztuki byli właśnie ninja. Dzisiaj, po latach badań, można stwierdzić z całą pewnością, iż… Wojownicy cienia nie potrafili go opanować. Jednak z właściwym sobie animuszem oraz zuchwałością udawali posiadanie takiej umiejętności. Stosowano specjalnie wyprofilowane ostrze pozwalające rozrywać ludzkie gardła od środka. Bardzo cienkie szpikulce przekłuwały mózgi, wnikając przez naturalne otwory ciała, tj. dziurki w nosie, uszy (nie pozostawiały żadnych widocznych śladów, a w średniowieczu rzadko przeprowadzano autopsję). Sprytnym rozwiązaniem było również nasączanie trucizną szat obranej za celi osoby. Ninja byli bardzo zmyślnymi trucicielami, ale o przykładach sztuki zielarskiej (to dwie strony tego samego medalu) opowiem w innym artykule.

Nie bójmy się improwizować. Dzisiejszy, bezpieczny i pacyfistyczny świat wymusza na nas działanie w określonych przez społeczeństwo ramach, co tłumi nasze naturalne instynkty. Nie doradzam praktykowania sztuki skrytobójstwa, ale radzę za to wszystkim, aby częściej pokazywali kły – ostatecznie każdy z nas jest osobą wyjątkową, więc nie ma powodu, by dawać się poniżać osobie na wyższym stanowisku czy z zasobniejszym portfelem. Dajmy upust naszej wyobraźni. A jeśli wpadniemy w tarapaty, to w starciu oko w oko z napastnikiem możemy zachować się tak, jak bohater filmu The Chronicles of Riddick, Richard B. Riddick (zbiegły skazaniec, morderca):



poniedziałek, 3 lutego 2014

Kurs 忍び cz. XI



Moim ulubionym rodzajem broni jest tzw. broń giętka (czasami nazywana miękką lub łańcuchową). Czy chodzi o miecz wykonany z miękkiego metalu, który chybocze na boki przy każdym ruchu? Nie. Czy zdarzyło się Wam kiedyś chłosnąć kogoś mokrym ręcznikiem? Czy wczuwaliście się w doktora Indianę Jonesa, strzelając z bicza? Jeśli tak, to jesteście już nieświadomymi użytkownikami broni giętkiej. Przedstawicieli tejże grupy jest znacznie więcej (czasami sami nie zdajemy sobie sprawy z ich przynależności). Oręż taki jest szeroko rozpowszechniony na całym świecie – jego narodziny możemy wiązać z narodzinami sztuki powroźniczej. Kiedy tylko człowiek wynalazł sznur (początkowo wykonany z włókien roślinnych), szukał dla niego różnych dodatkowych zastosowań (oprócz krępowania, łączenia, wiązania). Czym charakteryzuje się taka broń?

Na pewno musimy szczególnie wyróżnić jej elastyczność. Oręż miękki dedykowany jest elementowi wody – wykorzystuje on zdolność do dostosowywania się do określonych warunków (podobnie jak woda przyjmująca kształt naczynia). Wojownicy ninja znani byli nie tylko z giętkości fizycznej (chodzi o odpowiedni poziom sprężystości ciała), ale i umysłowej (nie ograniczali swoich poglądów jakimikolwiek zasadami – liczyła się jedynie skuteczność). Przygodę ze sztukami walki w ogólności możemy podzielić na sześć etapów: naukę siły (wzmacniamy nasze ciała, aby zadawać mocne ciosy), rozciąganie (uzyskujemy giętkość fizyczną), naukę prędkości (nadajemy naszym ciosom niezwykłej prędkości, aby wyprzedzić przeciwnika, uderzając w momencie jego odsłonięcia), wyrobienie odpowiedniej postawy (uczymy się stać mocno na ziemi), opanowanie techniki (uczymy się określonych kopnięć, uderzeń) oraz improwizację. Ten ostatni etap osiągamy, dochodząc do mistrzostwa w danym stylu. Od momentu jego przejścia nasze ruchy nie będą jedynie dowodem naszych niesamowitych umiejętności – staną się wyrazem sztuki (czyt. artyzmu).

Głównym elementem składowym broni giętkiej jest lina lub łańcuch. To właśnie one nadają broni tej niezwykłej elastyczności, potrafiącej zaskoczyć nawet doświadczonego wojownika. Do tego (w zależności od indywidualnych potrzeb) możemy dodać drewniany bądź metalowy uchwyt. Cała idea opiera się na pozornie niemożliwym do przewidzenia torze lotu atakującego końca. Wojownicy ninja przed rozpoczęciem treningu z takim ekwipunkiem musieli poznać fundamentalne prawa fizyki. Na początku należało zrozumieć ideę odbicia – przy uderzeniu każda broń odskakuje w stronę przeciwną do zwrotu ataku (zjawisko to nazywamy potocznie odrzutem). Elementy giętkie reagują zupełnie inaczej od solidnych kęsów stali czy drewnianych pałek. Różne materiały pochłaniają energię ciosu z inną intensywnością – czasami lina nie odskakuje zgodnie z naszymi oczekiwaniami, a jedynie bezwładnie upada na ziemię, czyniąc nas bezbronnymi.

Eksperci w użytkowaniu broni giętkiej zgodnie uważają ją za najtrudniejszą w opanowaniu. Zdecydowanie odradzam treningi z jej użyciem początkującym. Takie próby mogą zakończyć się poważnymi urazami (najczęstszą przyczyną pęknięć czaszki w jest właśnie utrata panowania nad bronią łańcuchową). Niepozorne rozmiary i kształty często wprowadzają adeptów w rodzaj nieuzasadnionej pewności siebie (wszak trening sztuk walki nigdy się nie kończy). Ogromna siła z jaką uderzamy przeciwnika może z łatwości zgruchotać kości (nawet te najtwardsze). Dodatkowo potrzeba ogromnego skupienia do opanowania chaotycznego toru lotu naszej broni. Najsilniejsze, najszybsze ciosy wymagają owijania wirującego łańcucha (liny) wokół własnych kończyn (w celu nadania dodatkowego pędu). Do tego potrzebne jest wytrzymałe ciało (czyt. niewrażliwe na ból). Broń giętka zdecydowanie nie jest polecana ludziom strachliwym.

Narzędzia z omawianej rodziny możemy podzielić na:

·   narzędzia umożliwiające gwałtowne uderzenie (do tej kategorii możemy zaliczyć wspomniany wcześniej mokry ręcznik – generalnie chodzi o każdy przedmiot ułatwiający wykonanie gwałtownego uderzenia, czyli trzaśnięcia; przykładem takich narzędzi jest bat)
·     narzędzia wirujące (wszelkie bronie wykorzystujące ruch wirowy do magazynowania energii, która jest gwałtownie uwalniana w momencie trafienia celu; każda broń zawierająca linę, łańcuch umożliwia wykonywanie ataków po bardzo szerokich łukach; obserwując płynność ruchów wirującej broni możemy nabrać przekonania o nieograniczonej liczbie płaszczyzn ciosów – oczywiście nie jest to prawdą: możliwa jest tylko ósemka, ósemka przednia, ósemka tylna)
·         narzędzia mieszane (przedmioty należące do tej rodziny wykorzystują zarówno potężne uderzenia, jak i wirowanie; przykładem jest bolas lub cep bojowy)

Broń giętka cechuje się też ogromną różnorodnością potencjalnego zastosowania. Poza oczywistymi własnościami bojowymi broń oparta na linach może posłużyć do krępowania przeciwników. W Japonii istnieje nawet sztuka walki o nazwie 捕縄 (wym. „hojojutsu”) – jest ona w całości oparta na wykorzystaniu potencjału liny w walce wręcz (lub torturowaniu pochwyconych wrogów). Obecnie bardziej rozpowszechniona jest jej erotyczna wersja: 捕縄 (wym. „kinbaku”). Broń linowa albo łańcuchowa z powodzeniem sprawdzi się również w charakterze wytrzymałej garoty – ninja nie wykorzystywali jej tylko do zaduszania przeciwników (czasem wystarczyło po prostu pozbawiające przytomności podduszenie). Stanowiły również nieocenioną pomoc przy wspinaczce (stanowiły dodatkowy punkt podparcia, umożliwiały podciąganie się). Drobna modyfikacja (zmiana ostrza na kotwiczkę) tworzyła z broni giętkiej sprzęt alpinistyczny z prawdziwego zdarzenia. Ninja często zastawiali pułapki – każda misja była zwyczajowo poprzedzona przygotowaniem kilku potencjalnych dróg ucieczki. Sidła miały za zadanie spowolnienie lub zgubienie ewentualnej pogoni. Niektóre sidła wymagały solidnych elementów łączących (wszelkiego rodzaju wyrzutnie). W sytuacji kryzysowej uciekający skrytobójca mógł przekształcić swoją broń w tzw. potykacz (wystarczy rozciągnąć linę, łańcuch w poprzek ścieżki i zakamuflować je ściółką).



ヌンチャ(wym. „nunchaku”) to broń charakterystyczna zarówno dla Japonii, jak i Chin. Składa się ona z dwóch pałek (wykonanych z różnych materiałów, np. aluminium, drewna) połączonych ze sobą liną bądź łańcuchem. Ciężko ustalić początki tej popularnej w kulturze masowej broni. Prawdopodobnie jest ona wersją rozwojową korbaczy z południowo – wschodniej Azji. Niektórzy etnologowie doszukują się jej narodzin na Okinawie, gdzie miała wykształcić się z batów służących do poganiania koni albo trzody (w czasach zakazu posiadania broni przez chłopów, objęci prohibicją wykazali się ogromną pomysłowością w tworzeniu skutecznych narzędzi mordu). Chińscy historycy (bazując na lokalnym folklorze) twierdzą, że broń powstała w Państwie Środka. W zależności od obszaru napotkać możemy różne odmiany – przekrój chińskich egzemplarzy jest okrągły, a japońskich oktagonalny (chodziło o zmniejszenie powierzchni uderzającej). Regionalnie pojawiały się asymetryczne ヌンチャ. Różna bywa także długość (idealna długość pałek powinna wystarczać do ochrony przedramienia przed spadającym ciosem). Długość elementu łączącego powinna być równa szerokości otwartej dłoni. Tradycyjna broń wykonywana jest z elastycznego, twardego drewna (dąb, nieśplik japoński). Współcześnie powszechnie użytkowanymi materiałami są metale lekkie, włókno szklane. Poza licznymi stylami walki ヌンチャ doczekało się swojej odmiany sportowej (ang. freestyle). Na świecie działa wiele organizacji zrzeszających miłośników tejże dyscypliny. Problematyczną kwestią jest legalność broni (w wielu krajach zabrania się jej  posiadania).



Młócenie zboża jest archaiczną metodą oddzielania ziarna od plew. Potrzebnym do jego wykonywania urządzeniem jest cep. Występował on w każdym gospodarstwie rolnym, a z jego obsługą już w dzieciństwie zapoznawała się chłopska ludność. Życie codzienne (powstania chłopskie, rozprawy ze zbójeckimi bandami) pokazało, że po drobnej modyfikacji cep zyskiwał przerażające własności bojowe (wystarczyło okuć żelazem jeden z końców, zaopatrując je dodatkowo w równie powszechnie dostępne gwoździe, metalowe guzy). Przeciętna długość przekraczała zazwyczaj dwa metry, co umożliwiało zbrojnym w cepy bojowe walkę z konnicą. W Chinach używano trzyczęściowej wariacji – 三截 (wym. „sanjiegun”). Japończycy stosowali własną wersję nazywaną 契木術 (wym. „chigiriki”). W wielu językach nie odróżnia się cepów bojowych od kiścieni.



Interesującym owocem ludzkiej pomysłowości jest tzw. miecz taśmowy zwany również சுருள் பட்டாக்கத்தி (wym. „surul pattai”, czyli dosłownie „zwijany miecz”). Czasami można się także spotkać z nazwą „urumi”. Jego wynalezienie przypisuje się hinduskim skrytobójcom. Obecnie wykorzystywany jest przez szkoły tradycyjnych indyjskich sztuk walki. Na czym polega niezwykłość tego miecza? Wykonywano go z miękkiej blachy ostrzonej tak, aby uzyskać krawędzie żyletki. Ostrze (standardowa długość wynosiła ok. 1,5 m) mocowano do zwykłych rękojeści uzyskując przekomiczny efekt zwisającej taśmy stalowej. Sztuka posługiwania się urumi polegała na wykorzystaniu elastyczności do chłostania przeciwnika (w Indiach nie noszono pancerzy ochronnych z racji tropikalnego klimatu). Niektóre plemiona nadal kultywują starą szkołę operowania kilkunastoma mieczami taśmowymi jednocześnie. Broń bardzo przypadła do gustu skrytobójcom – można ją było łatwo schować pod ubraniem (a nawet bielizną) lub w zamkniętej dłoni. Dzisiaj ukrywa się takie ostrza w paskach, stosując je do skutecznej samoobrony (w Polsce taka wersja jest nielegalna).



Każdy, kto chociaż raz zetknął się ze znaną serią gier komputerowych Hitman na pewno pamięta podstawową broń łysego zabójcy. Była nią oczywiście garota, czyli struna fortepianowa (najlepiej sprawdzają się grube struny basowe) zaopatrzona w dwie (zwiększające komfort mordercy) rączki. Taka konstrukcja umożliwia szybkie zadzierzgnięcie celu (np. śpiącego strażnika). Wojownicy ninja używali swojej wersji garoty – 鎖分銅 (wym. „kusarifundo”, co oznacza „ciężki łańcuch”). W pewnych źródłach broń ta nazywana jest 萬力 (wym. „manrikigusari”, czyli dosłownie „łańcuch tysiąca sił”). Wykonana była ona z solidnego łańcucha o grubych ogniwach. Zwyczajowo długość wahała się od 25 do 110 cm przy wadze oscylującej pomiędzy 200 a 600 gramami. Broń ta wynaleziona została w XIV w. przez klany ninja z prefektury Iga. Wykorzystywano ją głównie do uśmiercania wrogów, chociaż istnieją style walki wykorzystujące 鎖分銅 do samoobrony (np. przy blokowaniu ostrza noża).



Chińczycy słyną ze swojego oryginalnego podejścia do kwestii sztuk walki. Używane w nich bicze wykonywano nie z rzemieni, specjalnie spreparowanych pasów skóry, ale ze stali. Pokazy mistrzów łańcuchowych biczów nawet dzisiaj zapierają dech w piersiach. Wyobraźmy sobie wirujący z zawrotną prędkością (i ważący ponad kilogram) łańcuch z wytrzymałej stali bitewnej zakończonym ciężkim grotem… Pojedyncze trafienie bez trudu roztrzaska kości czaski, pozbawiając użytkownika życia. Bicze składają się z sekcji (nie istnieją standardowe wymiary), dzięki czemu można podzielić je na: 三節 (wym. „sanjiebian”, bicz trzyelementowy),七節 (wym. „qijiebian”, bicz siedmioelementowy) oraz 九節 (wym. „jiujiebian”, bicz dziewięcioelementowy). Do treningów używa się wersji cięższych, a do pokazów tych wykonanych z lżejszej stali. W celu poprawienia kontroli (oraz umożliwienia widzom śledzenie końca bicza) do grotów przyłącza się trójkątne wielobarwne (najczęściej czerwone) chustki. W Chinach stosowano czasami wersję wykonaną z liny – do standardowego stalowego grotu przywiązywano długi (od 3 do 5 metrów) konopny sznur. Broń taką nazywano (wym. „sheng biao”). Posiadała ona cechy swoich metalowych poprzedników, ale z racji rozmiarów posiadała większy zasięg. Obie odmiany z powodzeniem można było ukryć pod ubraniem, zaskakując nieprzygotowanego przeciwnika.


Wiemy już, że połączenie z łańcuchem nazywamy . Wynaleziono ją na początku XV w. znana była ze swojej skuteczności (łańcuch mógł z łatwości wyrwać z rąk pyszałkowatego samuraja , a ostrze sierpa kończyło walkę), ale wymagała wielu lat praktyki (nie każdy ninja był w stanie posługiwać się nią z łatwością). Zaawansowani wojownicy mogli używać jej obciążonego końca w charakterze łańcuchowego bicza (walcząc na dystans). Pewien wariant ewoluował w 距跋渉 (wym. „kyoketsushoge”, co można tłumaczyć jako „hasający po górach, polach”). Ten typ składał się z noża o podwójnym ostrzu z mniejszym sierpowatym ostrzem dołączonym przy samej rękojeści (pod kątem ok. 60 stopni), długiej liny (do 12 metrów) zakończonej żelaznym pierścieniem o dużym promieniu. 距跋渉 była używana niemalże wyłącznie przez wojowników cienia. Skomplikowana konstrukcja umożliwiała wykonywanie wielu różnych ataków na krótkim lub długim dystansie.



Niezwykle groźną bronią jest tzw. młot meteorowy [w Chinach 流星 (wym. „liuxing chui”, czyli „latający młot” lub „smocza pięść”)]. W odróżnieniu od innych broni giętkich ciężko schować go pod ubraniem (z racji rozmiarów kul dociążających). Sposób walki przy pomocy 流星 opiera się na kręceniu nim wokół ciała (włączając w to owijanie oraz odwijanie z kończyn), aby nadać broni odpowiednio destruktywną prędkość. Następnie uwalnia się całą zgromadzoną energię, wyrzucając kulę pod odpowiednim kątem. Dzięki dwóm identycznym końcom doświadczony wojownik może się zarówno bronić, jak i atakować, korzystając z własnego ciała jako wału napędowego. Konstrukcja młota uzależniona jest od wariantu oręża: z dwoma końcami (tradycyjna długość to 2 metry ze sferycznym obciążnikiem z każdej strony; w wersjach łańcuchowych końce mogą ważyć nawet do półtora kilograma) lub z pojedynczą głowicą bojową (budową przypomina nieco , ale waga grotu przekracza niekiedy 4 kg przy całkowitej długości 3 metrów). Trening rozpoczyna się od wykorzystania długiego sznura z grubymi węzłami (stosuje się tzw. węzeł małpiej pięści) na końcach. Po pewnym czasie można podpalać nasączone naftą węzły, uzyskując ognisty młot meteorowy (jest to już poziom zaawansowany). Kolejnym stopniem wtajemniczenia są wodne bądź piaskowe głowice. Do liny przywiązuje się naczynia wypełnione wodą (albo piaskiem). Jeśli adept kręci młotem dostatecznie szybko, zawartość naczyń nie wylewa (wysypuje) się. Oczywiście im mniej strat, tym bardziej udany trening. 



Wariacją młotów meteorowych są różne odmiany bolasów (od hiszpańskiego „bola”, czyli „kula”). Broń ta posiada na końcu ciężarki umożliwiające chwytanie zdobyczy (uciekinierów, zwierząt) poprzez krępowanie jej nóg. Bolasy znane były na całym świecie – używali ich australijscy Aborygeni, Indianie z Ameryki Południowej (głównie wojownicy z armii Inków na długo przed Kolumbem), polarni Inuici. W zależności od konkretnego modelu (różniły się ilością ciężarków: „perdida” miała jeden, „avestrucera” dwa, „boleadora” trzy oraz „kiipooyaq” od trzech do dziewięciu) miotacz chwytał bolas w określonym miejscu (nazywanym potocznie „boleadora”). W roli obciążeń stosowano skupiska węzłów lub skórzane sakwy wypełnione kamieniami. Broń umożliwiała pochwycenie celu przy minimalnych obrażeniach (co najwyżej mogło pęknąć kilka kości), przez co cieszyła się dużym powodzeniem wśród myśliwych, strażników więziennych. Niektóre style walki wykorzystują bolasy w charakterze broni ofensywnej.



W Europie powszechnie znany jest kiścień (mylnie nazywany korbaczem). Powstał on ok. X w. na terenie Rusi (Rusini zaadaptowali broń od konnych koczowników ze stepów wschodnich). Składał się z długiego (ok. 40 cm) drewnianego trzonka połączonego łańcuchem, rzemieniem, sznurem z solidnym bijakiem (zdarzały się wersje pozbawione uchwytu – element giętki owijało się bezpośrednio wokół ręki; dały one początek współczesnym przyrządom do samoobrony w postaci zwoju solidnej liny zawiązanej w gruby węzeł). Bijaki miały zazwyczaj sferyczny kształt. Kule wykonywano z różnych materiałów, przez co możemy podzielić je na gładkie (wykonane z brązu, drewna, żelaza), pojedyncze (stalowa kula najeżona długimi kolcami bądź żelaznymi guzami) i mnogie (do trzonka było przymocowanych kilka łańcuchów z własnymi bijakami). Czasy swojej świetności kiścień przeżywał w XV w. Wykorzystywali go zarówno piesi, jak i konni rycerze (większą skuteczność osiągano zadając zamaszyste ciosy w pełnym galopie z grzbietu wysokiego rumaka bojowego). Tatarzy używali masłaków zbudowanych z giętkiego drzewca oraz przymocowanej do niego baraniej, końskiej lub krowiej szczęki.

Broń giętka nie jest dedykowana początkującym. Odradzam praktykowanie jej użycia przez osoby dopiero rozpoczynające swoją przygodę ze sztukami walki. Potrzeba dużej odporności na ból oraz odpowiednio wyćwiczonych odruchów, aby w pełni opanować posługiwanie się przedstawicielami tej rodziny. Jeśli jednak z czasem pozyskacie taką umiejętność, zyskacie wspaniałą broń do samoobrony. Skuteczność gwarantowana.

czwartek, 30 stycznia 2014

Kurs 忍び cz. X



Nawet najbardziej wymyślna broń nie zagwarantuje nam bezpieczeństwa, jeśli nie będziemy potrafić się z nią obchodzić. Umiejętność posługiwania się bronią jest umiejętnością nabytą (niestety nie wysysamy jej z mlekiem naszych matek). Potrzebny jest trening i minimalna ilość wiedzy teoretycznej (warto odróżniać rękojeść od klingi). W dzisiejszych czasach klasy rządzące stopniowo dążą do usunięcia z programu nauczania przedmiotów przygotowujących, choćby w niewielkim stopniu, do skutecznej samoobrony (tzw. przysposobienie obronne). Doceniam pracę, jaką codziennie wykonują funkcjonariusze przeróżnych służb mundurowych, ale niestety nie są w stanie zapewnić obywatelowi bezpieczeństwa w każdym momencie (gdyby tak było, nie dochodziłoby do rozbojów, aktów wandalizmu etc.). Znajomość samoobrony nie powinna być przywilejem zarezerwowanym dla służb porządkowych. Uważam, że każdy człowiek powinien potrafić obronić siebie. Oczywiście stoi to w sprzeczności z pacyfistycznymi poglądami rządzących (wszak bezbronnych ludzi łatwiej jest utrzymać w ryzach). Jak więc posługiwać się bronią białą, aby nie wyrządzić krzywdy samemu sobie?

Kiedy mamy już przy sobie jakiś oręż (nóż, miecz, topór, pałkę teleskopową), a sytuacja wymaga od nas jego użycia, musimy uświadomić sobie pewien prosty fakt. Wielu ludzi traci zdrowie, kurczowo trzymając broń, licząc, że sam fakt kontaktu z owym przedmiotem zapewni im bezpieczeństwo. W trakcie walki nie możemy hołdować takim idiotyzmom. Musimy być gotowi porzucić swoją broń w momencie, kiedy jej użycie może nam tylko zaszkodzić. Przykład? Mamy przy sobie sprzęt treningowy (na potrzeby wywodu będzie to dwuręczny miecz z włókna szklanego). Nasz przeciwnik (zbir łaknący naszego portfela) nie jest głupcem, szybko skracając dzielący nas dystans i uniemożliwiając nam tym samym skuteczne wykorzystanie naszego oręża (w ostateczności można uderzyć rękojeścią bądź jelcem). Jeśli nie cofniemy się lub nie wypuścimy go z ręki, zostaniemy niechybnie pokonani (długość utrudni nam walkę w krótkim dystansie). Alternatywnym rozwiązaniem jest przejście do walki wręcz, co zwiększy nasze szanse (zapewne też zaskoczy naszego wroga).

Ninja, jak zawsze dążąc do uproszczenia pozornie skomplikowanego problemu, wyróżniali cztery podstawowe chwyty:
·         chwyt zewnętrzny (najbardziej podstawowy – w ten sposób nóż uchwyci większość nieobeznanych z bronią ludzi; ostrze stanowi przedłużenie linii ręki; umożliwia wyprowadzanie pchnięć, cięż prostych lub poziomych)
·     chwyt wewnętrzny (kojarzony zazwyczaj z wojskiem, uważany powszechnie za profesjonalny; ostrze układa się wzdłuż linii przedramienia; najwygodniej zadawać jest niskie dźgnięcia lub cięcia poziome)
·    chwyt kciukiem i palcem wskazującym (broń przytrzymujemy dwoma palcami; modyfikacja chwytu zewnętrznego przeznaczony do operowania małymi przedmiotami, np. żyletkami)
·       kolczasta pięść (chwyt dedykowany wyłącznie pchnięciom; długie ostre przedmioty zamykamy w pięści, opierając podstawę na wnętrzu dłoni)

Ważnym aspektem jest samo pochwycenie przedmiotu. Nie starajmy się wydusić z uchwytu siódmych potów, ściskając go aż do momentu, kiedy nasz kłykcie zbieleją z wysiłku. Rękojeść powinniśmy trzymać luźno (uchroni nas to przed ew. połamaniem kości dłoni), ale jednocześnie na tyle pewnie, aby niezależnie od rodzaju zadawanego ciosu (pchnięcie, cięcie, uderzenie) broń pozostała na swoim miejscu. Warto poświęcić trochę czasu na pozbycie się wrodzonego lęku przed bronią. Praktykę można zacząć od zwykłego noża kuchennego – przerzucamy go poziomo pomiędzy dłońmi, dbając o prawidłowy chwyt. Z czasem zwiększamy odległość lub wysokość naszych rąk, co przyzwyczai nas do różnych sytuacji (nauka żonglerki stanowi nieocenioną pomoc). W końcu przestaniemy bać się noża, swobodnie podrzucając go w najróżniejszy sposób. Może się okazać, iż sam pokaz naszych umiejętności odstraszy napastnika.

Podobnie, jak w walce wręcz, tak i w przypadku broni białej liczba możliwych kierunków ataku jest mocno ograniczona. Obaj walczący mogą wyprowadzić cios jedynie na trzech płaszczyznach. Podstawowym ruchem jest oczywiście wyrzut uzbrojonej kończyny do przodu (chwyt zewnętrzny). Jeśli nasz oponent znajdzie się za naszymi plecami (powinniśmy za wszelką cenę unikać takich sytuacji), możemy zaatakować do tyłu (chwyt wewnętrzny). Kolejnym możliwym kierunkiem jest poziom – wykonujemy serię szybkich cięć, celując w gardło lub brzuch. Ostatnie możliwe rozwiązanie to atak w pionie – tniemy z góry na dół (bądź odwrotnie) albo zadajemy pchnięcia (na górną część ciała przy chwycie wewnętrznym, na dolną – zewnętrznym). Oczywiście dozwolone są mieszane ciosy po przekątnych (celujemy w obojczyki, wątrobę, trzustkę).


A.      Oko (zalecane pchnięcie; staramy się wyłupić przeciwnikowi oczy – nawet jeśli po tym nie umrze, zostanie wyłączony z aktywnej walki, tarzając się w konwulsjach).
B.      Ucho (zalecane pchnięcie; staramy się zniszczyć strukturę wewnętrzną dźgając długimi przedmiotami).
C.      Nos (pchnięcie lub cięcie; zniszczenie delikatnej struktury chrząstek utrudni przeciwnikowi orientację).
D.      Usta (zalecane cięcie; pokruszone zęby i krew z przeciętych warg utrudnią oddychanie).
E.       Gardło (cięcie bądź pchnięcie; celem ataku jest krtań lub tchawica – ich zniszczenie skutkuje bolesną śmiercią).
F.       Kark (cięcie lub pchnięcie; pod skórą znajdują się duże naczynia krwionośne; uszkodzenie rdzenia kręgowego spowoduje natychmiastowy paraliż, a później śmierć).
G.     Obojczyk (zalecane pchnięcie; staramy się przerwać naczynia krwionośne ułożone pod kością obojczykową; skutek: śmierć).
H.      Pacha (zalecane pchnięcie; uszkadzamy nerwy i tętnice – wykrwawiamy wroga).
I.        Ramię (pchnięcie lub cięcie; niszczymy mięśnie, ścięgna, wyłączając z walki kończynę).
J.        Nadgarstek (pchnięcie lub cięcie; przecinamy mięśnie, więzadła, ścięgna).
K.      Palce (zalecane cięcie; staramy się uszkodzić palce, przecinając tyle tkanek miękkich, ile to tylko możliwe).
L.       Klatka piersiowa (zalecane pchnięcie; dążymy do przebicia płuc lub aorty).
M.    Brzuch (zalecane pchnięcie; celujemy w sam środek nad pępkiem).
N.     Krocze (zalecane pchnięcie; cios nożem sparaliżuje wroga niezależnie od płci).
O.     Udo (cięcie lub pchnięcie; naszym celem jest wewnętrzna strona uda – tętnica udowa).
P.      Kolano (cięcie lub pchnięcie; przecięcie ścięgien spowoduje upadek wroga, a przebicie stawu kolanowego spowoduje trwały uszczerbek na zdrowiu).

Zawsze musimy mieć na uwadze różne możliwe konsekwencje naszego ataku. Przeciwnik nie będzie wszak półdzikim człowiekiem z buszu w spódniczce z trawy. W naszych realiach będziemy mieli do czynienia, najprawdopodobniej, z kimś odzianym we współczesne owoce przemysłu tekstylnego. Materiał z jakiego wykonane jest ubranie napastnika jest bardzo ważnym szczegółem, jaki zawsze winniśmy mieć na uwadze, chcąc szybko i skutecznie uporać się z natrętnym problemem. Nie uda nam się łatwo przeciąć ostrzem skórzanej (najczęściej wykonanej z bydlęcej skóry o dużej wytrzymałości) lub puchowej (względnie grubej zimowej) kurtki. Zwyczajny szalik może sprawić, iż nasza broń utkwi, utrudniając nam jej wyszarpnięcie.

Uszkodzenia wroga są zależne od rodzaju broni białej (obuchowa, sieczna, kłująca itd.), jaki dzierży walczący. Każde dziecko wie, że skutek uderzenia kilkukilowym młotem (do kupienia w każdym markecie budowlanym) to zmiażdżenia struktury kostnej i perforacja organów wewnętrznych. Jeśli na naszej drodze stanie jegomość wyposażony w tak archaiczny przedmiot, naszym jedynym wyjściem jest szybki skrócenie dystansu (bez ostrzeżenia, tak by nie zdołał się zamachnąć). Napastnik może też dysponować łomem (sztampowe wyposażenie wszelakiej maści kryminalistów) – oprócz dewastujących uderzeń obawiać się musimy groźnych pchnięć (jeden koniec łomu jest wszak zaopatrzony w widelcowaty koniec). Przykłady możemy mnożyć, bo przecież dookoła nas znajduje się dosłownie nieograniczona liczba potencjalnego oręża. Tajniki walki poszczególnymi rodzajami oraz porady dotyczące ich wykonania znajdą ujście w nowym cyklu pt. Zbrojownia.

Każdy kolejny odcinek jednego z popularnych seriali młodzieżowych (opowiadający o walce grupy przyjaciół, miłośników sztuk walki, z okolicznymi gangami) kwitowany jest zdaniem: Zawsze patrz 30 sekund do przodu. W przypadku operowania bronią białą sentencja ta powinna być naszym credo. W przeciwieństwie do natychmiastowych skutków działania broni palnej, miecze, noże, pałki potrzebują czasu na dosięgnięcie celu i wywołanie określonego efektu (czyt. obezwładnienie przeciwnika). Niektóre ciosy przyniosą nam zwycięstwo dopiero po kilkudziesięciu sekundach (pęknięte płuco czy ważne naczynie krwionośne dadzą się przeciwnikowi we znaki dopiero po ok. minucie). W tym czasie nasz wróg (zraniony, a pamiętajmy, że zranione zwierzę wpada w nieprzewidywalny morderczy amok, nie zwracając uwagi na dalsze obrażeni, starając się tylko pozbawić życia napastnika) może nas poważnie zranić (albo nawet zabić). Nie o to chodzi w skutecznej samoobronie, prawda? Ninja zawsze starali się zabić cel tak, by ten nie dostrzegł nadciągającego końca. Zdziwiony oponent padał na ziemię, a wojownik cienia spokojnie odchodził w siną dal.