Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trening. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 lutego 2014

Kurs 忍び cz. XII



Wojownicy ninja musieli niekiedy dopasowywać się do sytuacji. Nawet najbardziej skomplikowane plany zaopatrzone w stosowną ilość alternatywnych rozwiązań narażone są na zniweczenie przez przypadkowe wydarzenia. Zdolność improwizacji pozwala nam nie tylko popisać się w czasie słownej szermierki z nielubianą osobą, ale także ratuje nasze życia w kłopotliwej sytuacji. Cały sekret korzystania z tej niezwykłej siły kryje się w naszej wyobraźni. Codzienne czynności, monotonia związana z niezmieniającym się życiem skutecznie usypiają nasze wrodzone instynkty. Jesteśmy przecież przedstawicielami gatunku, który zdołał opanować całą planetę, a już planowana jest przecież ekspansja na inne ciała niebieskie w bezkresnych przestworzach Kosmosu. Taka przynależność zobowiązuje do ustawicznego poszukiwania nowalijek, rozwiązań poprawiających lub ułatwiających proste czynności. To jednak jest domeną wszelkiego rodzaju wynalazców. Jako kontynuatorzy tajemnej sztuki wojowników cienia powinniśmy wykorzystać naszą kreatywność do zapewnienia sobie przewagi walce. Czas na zapoznanie się z bronią improwizowaną.

Ninja stworzyli całą gałąź wiedzy nazywaną przez nich Bezkresem. Zamysł polegał na przekazywaniu adeptom odpowiedniego światopoglądu, zaszczepianiu konkretnego (sprawdzonego w czasie dziesięcioleci) sposobu myślenia, aby zwiększyć szanse na zakończenie powierzonej im misji powodzeniem. Wielu ludzi uważa ludzi nieustannie poszerzających swoją wiedzę za dziwaków, bo przecież w życiu codziennym nie przydaje nam się np. metoda eliminacji Gaussa (chyba, że jesteśmy matematykami). To poważny błąd sprowadzający nas do roli maszyn zdolnych do wykonania jedynie z góry przedzielonych funkcji. Przecież analityk finansowy może w wolnych chwilach zgłębiać zawiłości literatury skandynawskiej, a lekarz po godzinach swojej pracy z lubością oddawać się lutowaniu bądź skrawaniu. Z podobnego założenia wychodzili ninja, powtarzając za宮本: poznajcie wszelkie sposoby. Wiedzę zawartą w Bezkresie podzielono na trzy części: specjalne sposoby poruszania się, specjalne narzędzia oraz人術 (wym. „senninjutsu”).

Ninja starali się działać zakulisowo, dlatego też często określa się ich wojownikami cienia. Specjalne metody poruszania się nie ograniczały się wyłącznie do technik zmiany pozycji znanych wyłącznie mistrzom ninjitsu. Chodziło przede wszystkim o zachowanie agenta w czasie zadania (niezależnie od jego charakteru, czyli dotyczyło to zarówno zwiadu, jak i morderstwa czy sabotażu). Ninja lubowali się w wymyślnych strojach, czasami wczuwając się w jednego z setek nic nie znaczących chłopów,  by przy innej okazji udawać spadkobiercę legendarnego rodu z drugiego końca Japonii. Potrafili nie tylko świetnie się maskować, ale również wspaniale odgrywać swoje role (niekiedy pobierali lekcje aktorstwa od profesjonalnych pracowników teatralnych). Powodzenie misji zależało od delikatnego podejścia do tematu dotarcia na miejsce jej realizacji oraz opuszczeniu go po wykonaniu zadania (w przypadku ninja należy mówić raczej o rozpływaniu się w powietrzu). Prawdziwy skrytobójca musi nauczyć się zdobywać potrzebne informacje, nie zwracając na siebie przesadnej uwagi otoczenia (zamiast brutalnego przesłuchania można przecież spić strażnika w okolicznej spelunce, po czym wykorzystać jego wdzięczność do poznania rozmieszczenia straży). W spisanych przed wiekami historiach nie zachowało się wiele przekazów o bezczelnych wojownikach cienia, którzy nie zważając na takie drobnostki, jak przewaga liczebna wroga, osiągali wyznaczony wcześniej cel nie w mrokach nocy, ale w świetle dnia przy akompaniamencie okrzyków pełnych bólu, cierpienia (należy jednak wspomnieć, że zawczasu podtruwali załogę zamku, aby uniemożliwić jej skuteczną samoobronę). Pochwycenie przez wroga nie kończyło zadania agenta – rozpoczynało się zupełnie nowe polegające na ochronie tajemnic klanu, a następnie ucieczce w myśl zasady: Nie pozwól się zauważyć, lecz gdy cię już zauważą, nie pozwól się pojmać, a jeśli nawet cię pojmą – nie pozwól uwięzić własnego umysłu. Wszystkie zagrywki nazywano ogólnie tawasaki (sztuką unikania).

Ninja byli bardzo zręcznymi rzemieślnikami. Nie chodziło jedynie o wytworzenie dziesiątków sztuk (niekiedy bardzo pomysłowej) broni, ale również o stwarzanie innych potrzebnych w czasie realizacji zadania przedmiotów. Drogi bywają kontrolowane przez siły porządkowe podległe regionalnej władzy, dlatego warto zaopatrzyć się w stosowne dokumenty umożliwiające przejazd (np. dokumenty przewozowe, kupiecki glejt, rozkazy wojskowe, świadectwa urodzenia). Czasami wojownicy cienia musieli posiadać coś (np. zjawiskowo piękną), co zainteresuje nasz cel. Ostatecznie zyskując czyjeś zaufanie kosztownymi podarkami, możemy zbliżyć się na odległość ułatwiającą zadanie perfekcyjnie wymierzonego ciosu. Artyzm był nieodłączną częścią życia członków klanu odpowiedzialnych za zaopatrzenie agentów w pomocne gadżety, które pomogą odejść komuś uparcie odmawiającemu śmierci z przyczyn naturalnych (dzisiaj jest to choćby ładunek wybuchowy ukryty w długopisie lub pokryta silną trucizną guma do żucia).

Poznaliśmy już wiele rodzajów broni różniących się od siebie nie tylko cechami fizycznymi (ciężarem, kształtem), ale także funkcjonalnością. Niestety zdarzają się sytuacje, w których jesteśmy pozbawieni ulubionych narzędzi mordu (np. po kontroli strażnika za pomocą elektronicznego skanera nasz sprzęt zostanie z łatwością wykryty, a my sami uwięzieni). Musimy więc poradzić sobie jakoś bez nich. Nasze otoczenie skrywa olbrzymią liczbę broni improwizowanej mogącej z powodzeniem zastąpić swoje bojowe odpowiedniki. Zwykła ściereczka kuchenna może zastąpić nam garotę. Stłuczona szklanka, widelec, wykałaczka sprawdzą się w roli improwizowanych ostrzy. Oblanie kogoś wrzątkiem wyłączy go z walki na czas pozwalający na jego pokonanie (później możemy pożyczyć sobie broń wroga, bo przecież nie przyda mu się na tamtym świecie). Garnek lub patelnia pomogą nam sparować wymierzony w nas cios. Przykłady można byłoby długo mnożyć, ale zwróćmy uwagę, że nie opuściliśmy nawet kuchni! Ileż pomocnych rekwizytów może odnaleźć doświadczony artysta sztuki śmierci w każdym z pomieszczeń… Jak zwykle, ogranicza go jedynie jego własna pomysłowość. Wiedzą o tym strażnicy więzienni na co dzień spotykający się z bronią wykonywaną z codziennych przedmiotów przez żądnych krwi (choć znudzonych) więźniów.

Czym byliby nawet najbardziej skuteczni zabójcy pozbawieni odpowiedniego zaplecza logistycznego? Prawdopodobnie zwykłymi rzezimieszkami najmującymi się byle komu. Klany ninja były niebywale rozbudowane. Oprócz świetnie wyszkolonych jednostek frontowych składały się także z inżynierów, lekarzy, szamanów etc. Oczywiście każdy z wojowników musiał posiadać elementarne podstawy ze wszystkich specjalizacji, ale przecież jej mistrzowskie opanowanie nie mogło udać się każdej osobie (indywidualne uzdolnienia). Grupa operacyjna składała się zazwyczaj z pięciu wojowników cienia, z których każdy miał ściśle ustalone zadanie (przed wyruszeniem szczegółowo planowano akcję): jeden zbierał informację, inny przygotowywał stosowne pomoce lub zabezpieczał drogi ucieczki, a jeszcze inny wykonywał zlecenie, choćby poprzez zgładzenie celu. Ninja nie stronili nawet od najbardziej nieprawdopodobnych sztuk – wszystko dla uzyskania przewagi w walce. Dlatego też możemy wyróżnić w ich asortymencie techniki egzocentryczne (naukowe) oraz ezoteryczne (np. chińska astrologia, hipnoza).

W Chinach od stuleci krążą pogłoski o tzw. dotyku śmierci. Miały być to ponoć techniki umożliwiające uśmiercenie wybranej osoby pojedynczym ciosem lub też na odległość (odmiana telepatii). W Japonii zwykło się uważać, że mistrzami tej trudnej sztuki byli właśnie ninja. Dzisiaj, po latach badań, można stwierdzić z całą pewnością, iż… Wojownicy cienia nie potrafili go opanować. Jednak z właściwym sobie animuszem oraz zuchwałością udawali posiadanie takiej umiejętności. Stosowano specjalnie wyprofilowane ostrze pozwalające rozrywać ludzkie gardła od środka. Bardzo cienkie szpikulce przekłuwały mózgi, wnikając przez naturalne otwory ciała, tj. dziurki w nosie, uszy (nie pozostawiały żadnych widocznych śladów, a w średniowieczu rzadko przeprowadzano autopsję). Sprytnym rozwiązaniem było również nasączanie trucizną szat obranej za celi osoby. Ninja byli bardzo zmyślnymi trucicielami, ale o przykładach sztuki zielarskiej (to dwie strony tego samego medalu) opowiem w innym artykule.

Nie bójmy się improwizować. Dzisiejszy, bezpieczny i pacyfistyczny świat wymusza na nas działanie w określonych przez społeczeństwo ramach, co tłumi nasze naturalne instynkty. Nie doradzam praktykowania sztuki skrytobójstwa, ale radzę za to wszystkim, aby częściej pokazywali kły – ostatecznie każdy z nas jest osobą wyjątkową, więc nie ma powodu, by dawać się poniżać osobie na wyższym stanowisku czy z zasobniejszym portfelem. Dajmy upust naszej wyobraźni. A jeśli wpadniemy w tarapaty, to w starciu oko w oko z napastnikiem możemy zachować się tak, jak bohater filmu The Chronicles of Riddick, Richard B. Riddick (zbiegły skazaniec, morderca):



czwartek, 6 lutego 2014

Zbrojownia cz. I, czyli nunchaku



ヌンチャ jest jedną z niewielu azjatyckich broni pojawiających się regularnie na wielkim ekranie. Popularnością dorównuje nawet klasycznym metalowym gwiazdkom wojowników ninja. Pozornie prosta konstrukcja w rękach doświadczonego wojownika staje się niemożliwą do przejścia zaporą i bardzo groźną bronią ofensywną. Oczywiście potrzeba dużo czasu, aby wyrobić u siebie odpowiednie odruchy, a także by uodpornić się na ból, którego nie unikniemy w czasie użytkowania ヌンチャ. Osobiście mogę poświadczyć, że warto przebyć wyboistą ścieżkę do mistrzowskiego opanowania tego oręża. Uczy ona charakteru, koncentracji, wytrwałości – cechy te są bardzo pożądane we współczesnym świecie, a przy okazji pomogą nam obronić się w sytuacji zagrożenia.

ヌンチャ funkcjonuje w kilku językach. Pochodzenie broni nie zostało potwierdzone, więc oprócz zapisu japońskiego możemy odnaleźć południowochiński zapis 兩節棍 (wym. „liǎng jié gùn”) oznaczający typ dwuczęściowego kostura podróżnego. W języku angielskim popularne są dwie formy: „nunchaku” oraz „nunchuks” (druga wersja przyjęła się w nazwie kontrolera do popularnej konsoli firmy Nintendo). Pierwsza odmiana została zaadaptowana przez nasze ustawodawstwo w roli nazwy narzędzia.

Wiele nacji przypisuje sobie obecnie zasługę wynalezienia nunchaku. Zgodnie ze starymi chińskimi podaniami ludowymi, na pomysł stworzenia takiej broni wpadli chłopi z południowowschodnich prowincji (miałaby być to wersja rozwojowa używanych tam lasek podróżnych bądź przyrządów pomocnych przy młóceniu ryżu, soi). Na Okinawie nunchaku miało ewoluować z tradycyjnego bata do poganiania bydła lub kołatki używanej w czasie obrzędów religijnych (czasami wykorzystywali je też strażnicy w czasie nocnych obchodów, ostrzegając stukotaniem mieszkańców przed pożarami albo innymi niebezpieczeństwami). W czasie licznych chłopskich powstań nauka sztuk walki była zastrzeżona wyłącznie dla rządzącej arystokracji i służącym im niżej urodzonym. Naturalnie uprawiającym rolę zabraniano praktykowania samoobrony z wykorzystaniem broni ostrej, co miało doprowadzić do powstania wielu nieortodoksyjnych broni (w tym także nunchaku). Oczywiście pierwotnie nie miały one służyć krwawym rewoltom przeciwko panom, a jedynie do obrony przed chciwymi, okrutnymi poborcami podatkowymi czy zbójcami (ciężko niekiedy odróżnić te dwie grupy, nieprawdaż?). Z czasem narodziło się wiele tradycyjnych form posługiwania się nimi (wiele z nich przetrwało do dnia dzisiejszego). Niezależnie od swojego pochodzenia nunchaku nie cieszyło się dużym powodzeniem, ponieważ większość wojowników nosiło solidne pancerze ochronne, a dzierżona przez nich broń bitewna (np. ) z łatwością przełamywała (czyt. miażdżyła) własności obronne ヌンチャ.

Konstrukcja urządzenia nie jest przesadnie skomplikowana. Nunchaku składa się zazwyczaj z dwóch solidnych sekcji uderzeniowych połączonych (wym. „himo”, „sznurem”) lub (wym. „kusari”, „łańcuchem”), chociaż istnieją modele o bardziej złożonej budowie. W Chinach sekcja uderzająca nazywaną jest 龍棍 (wym. „long gun”, czyli „smoczą pałką”), a ta służąca jako uchwyt 陽棍 (wym. „yang gun”, tj. „słoneczną pałką”). Chińskie typy miały okrągły przekrój (nie powodował on odcisków, otarć). Z kolei nunchaku z Okinawy obrabiano, nadając im oktagonalny kształt (miało to potęgować siłę uderzenia). 



Idealna długość każdej z sekcji powinna umożliwić osłonienie przedramienia przed opadającym ciosem, jeśli chwycilibyśmy ją u nasady. Zazwyczaj obie części są tej samej długości, ale znaleziono też okazy asymetryczne. Jak długi powinien być segment łączący? Najlepiej, gdyby umożliwiał on zawieszenie broni w poprzek otwartej dłoni tak, by obie sekcje swobodnie zwisały. W celu zachowania odpowiedniej kontroli należało włożyć sporo pracy w odpowiednie zbalansowanie obu końców (środek ciężkości każdego z nich powinien być maksymalnie przeniesiony ku zewnętrznemu krańcowi). Tańsze wersje zazwyczaj nie są w ogóle wyważone, co odbija się nie tylko na skuteczności treningu z ich udziałem, ale także na bezpieczeństwie ćwiczącego.

Dawniej nunchaku wykonywano z mocnych, ale i elastycznych gatunków drewna (dąb, nieśplik japoński). Początkowo konserwowano surowiec w błocie przez kilka lat, aby pozbawione tlenu środowisko oraz odpowiednia kwasowość wody zabezpieczyły drewno przed procesami gnilnymi, utwardzając je jednocześnie. Liny przędzono z końskiego włosia. Na koniec pałki szlifowano piaskiem, oliwiono specjalną mieszanką, po czym pozostawiano na kilka tygodni, by warstwa pierwotnego lakieru właściwie stwardniała. Czasami malowano je, korzystając z tradycyjnych wzorów. Wersje treningowe były często pozbawione uchwytów, a przy tym znacznie cięższe od swoich bojowych krewnych. Nowoczesne wersje wykonuje się z wielu różnych materiałów (m.in. z drewna, metali, plastyku, włókna szklanego) – do produkcji nadaje się każdy surowiec o stosownej twardości. Treningowe nunchaku pokrywa się specjalną pianką, aby zminimalizować stłuczenia w czasie treningu. WNA (ang. World Nunchaku Association) zaleca własną czarno – żółtą wersję ze styropianu (zadbano o odpowiednie wyważenie). Pałki łączy się liną bądź metalowym (najczęściej aluminiowym) łańcuchem mocowanym na łożyskowanych końcach. 

Wykształciło się kilka specyficznych odmian nunchaku sportowych: bleeder (każda z pałek posiada wmontowane podobne do żyletek ostrza w połowie swojej długości), sharper (wersja nabijana gwoździkami; razem z bleeder są bronią podstawową we francuskim systemie nunchaku de combat), glowchucks (pałki pomalowane są fluorescencyjną farbą lub oklejone świecącą w ciemnościach taśmą), penchaku (bardzo lekka wersja pokazowa kształtem przypominająca krzywe Lissajous), speedcord (kolejna ultralekka odmiana przeznaczona do wystąpień artystycznych; bywa wyposażona w diody LED uatrakcyjniające pokaz). W konkurencjach sportowych unika się nunchaku zaopatrzonych w ostrza na końcach bądź składanych teleskopowo.

ヌンチャ wykorzystywane jest najczęściej w tradycyjnych stylach z Okinawy (kobudo, karate), ale ostatnio zyskało popularność w filipińskim Tabak – Toyok (zwanym też eskrimą) oraz koreańskim hapkido. W karate nunchaku wykorzystuje się głównie do form pokazowych (blokowanie, łapanie). Filipińczycy dodają do tego system pchnięć zadawanych pałkami, a Koreańczycy łączą ze sobą elementy defensywne i ofensywne. Oprócz lokalnie występujących styli (broń jest doskonałym narzędziem treningowym niewymagającym dużych przestrzeni) możemy wspomnieć o popularniejszych odmianach: Mouhebong Taekwondo (połączenie koreańskiego podejścia do nunchaku z eksplozywnymi kopnięciami taekwondo), Nunch – Boks (synteza boksu z kopnięciami oraz oczywiście nunchaku), nunchaku en savate (zawiera w sobie ciosy charakterystyczne dla francuskiego savate, a także techniki operowania ヌンチャ).

Wielu młodych ludzi uprawia odmianę sportu indywidualnego ukrywającego się pod nazwą Freestyle nunchaku. To świeży i stosunkowo młody styl pokazowy, wykorzystujący nunchaku w charakterze wizualnego środka wyrazu. Dzięki dostępności Internetu wielu początkujących może doskonalić swoje umiejętności bez konieczności wychodzenia z domu lub uczęszczania na zajęcia. WNA organizuje międzynarodowe zawody w tej dyscyplinie.

Od 1980 r. powstawało wiele małych stowarzyszeń zrzeszających miłośników nunchaku. Liczba stale rosła, co wymagało powołania do życia organizacji o skali krajowej, światowej w celu określenia norm dopuszczających użycie tej broni w sportach kontaktowych. Obecnie preferuje się pojedynki semi  - contact, w których wiele ciosów zostało zakazanych. Oczywiście organizuje się także starcia w pełnym zwarciu, ale z uwagi na liczne nokauty nie praktykuje się ich często. Warto wspomnieć o WNA założonej przez Milco Lambrechta w 1996 r. Stowarzyszenie to wprowadziło obowiązek noszenia hełmów ochronnych, wprowadzając własny system pasów (poziom określały belki, a nie same pasy). Walki sygnowane przez WNA trwają 2 min. – sędziowie zwracają szczególną uwagę na technikę zawodników (wynik starca nie jest najważniejszy). Nieco wcześniej (1992 r.) podobna organizacja powstała we Francji. FINCA (Fédération Internationale de Nunchaku de Combat et Artistique) znana jest ze swoich brutalnych zasad (brak sprzętu ochronnego, walki nie są przerywane). W 2003 r. swojej organizacji doczekała się Ameryka Północna (NANA – North American Nunchaku Association). Daniel Althaus założył w 2006 r. International Techno Nunchaku Association (ITNA), skupiającą się wyłącznie na technice w trakcie dwóch dwuminutowych starć składających się na pełnoprawną walkę (tu również nie przerywa się pojedynków).

Sporną kwestią jest legalność nunchaku. Małe rozmiary w połączeniu ze straszliwymi skutkami uderzeń czynią z niego idealną broń kryminalistów (łatwo ją schować pod ubraniem). Samo posiadanie jest zabronione obecnie w Chile, Hiszpanii, Kanadzie, Niemczech (od kwietnia 2006 r., kiedy uznano je za broń umożliwiającą uduszenie drugiej osoby), Norwegii, Polsce i Rosji. W Wielkiej Brytanii osoby poniżej 18. roku życia nie mogą kupować, ani posiadać nunchaku (z uwagi na liczne nadużycia część prokuratorów angielskich klasyfikuje przypadki użycia w charakterze napaści z wykorzystaniem zabronionej broni). W Hong Kongu nie można wytwarzać egzemplarzy składających się z metalowych bądź drewnianych pałek połączonych łańcuchem (można jednak wyrobić licencję na jedną sztukę do celów sportowych). W większości prowincji chińskich posiadanie bojowych nunchaku jest dopuszczalne przez prawo. W Australii wszystko uzależnione jest od praw stanowych (np. w Nowej Południowej Walii jakakolwiek wersja wymaga specjalnego zezwolenia). Podobnie rzecz ma się w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej (posiadanie nunchaku zakazane jest w Arizonie, Kalifornii, Massachusetts, Nowym Jorku). Warto mieć na uwadze przepisy prawne innych państw, jeśli planujemy podróżować z naszym sprzętem do treningu sztuk walki.

Nas interesuje jednak najbardziej, co grozi nam w naszym pięknym kraju za posiadanie ヌンチャ. Ktoś wybitnie inteligentny wciągnął to niewinne urządzenie na listę zabronionych broni białych (obok ukrytych ostrzy czy kastetów). Za posiadanie takowej można otrzymać karę aresztu (najkrótszy trwa pięć dni) lub grzywny (od 20 zł do 5 tys. zł). Definicja wprowadzona przez Ministerstwo Sprawiedliwości obejmuje zakazem nie tylko całość, ale także poszczególne elementy (w Polsce nie można posiadać części składowych zabronionej broni). Ustawodawstwo nie przewiduje niestety innego (czyt. pokojowego) zastosowania dla nunchaku poza walką. Najczęściej przezorny policjant po prostu odbierze nam niebezpieczne narzędzie, chociaż czasami sprawa (dla zasady) kierowana jest do sądu. Prawdziwe kłopoty zaczynają się w momencie wyciągnięcia nunchaku w sytuacji zagrożenia – za samo śmignięcie komuś przed nosem możemy skończyć przed obliczem sędziego. Chałupnicze wytwarzanie własnego oręża również jest zakazane (traktowane jest jako produkcję broni). Niektóre komisariaty policji, wychodząc naprzeciw potrzebom społeczeństwa (tak, to się zdarza), wystawiają specjalne pozwolenia na nunchaku do celów sportowych lub pokazowych (oczywiście za stosowną opłatą i na podstawie odpowiednich badań lekarskich).

Trening możemy rozpocząć od kręcenia ósemek, podstawowego przełożenia za barkiem, odbić od barków lub bioder (nie ma w tym żadnej wiedzy tajemnej – potrzeba jest praktyka). Dopiero po opanowaniu podstaw możemy myśleć o bardziej zaawansowanych technikach (w dwa tygodnie nie da się przyswoić podstaw tej broni w należytym stopniu). Dopóki nie osiągnie się poziomu średniozaawansowanego, musimy liczyć się z bólem towarzyszącym niektórym technikom (sztuki walki nie są dla ludzi wrażliwych). Warto zadbać o odpowiedni sprzęt treningowy – nasze pierwsze nunchaku powinno być wykonane z solidnego materiału o odpowiednim ciężarze (nie powinniśmy zaczynać od zbyt ciężkich pałek). Łożyskowane połączenia zapewniają (moim zdaniem) znacznie większy komfort machania. Pamiętajmy o jednym – to nie jest sport dla wszystkich. Dlaczego? Bo jest bolesny.

Zanim opanujemy sztukę ヌンチャ, musimy przejść przez miesiące niezwykle bolesnego i żmudnego treningu. Chociaż sport ten nie wymaga specjalnej kondycji, sprawności, zdolności manualnych, to nie obędzie się jednak bez wzmacniania. Warto od razu ćwiczyć twardymi pałkami, gdyż mają one jedną ważną cechę – twardym drewnem nie jesteśmy w stanie kilkaset razy wykonać złego ciosu – nie pozwoli nam na to ból. Najbardziej bolesne są uderzenia w krocze, ale na szczęście w tej sztuce potrzeba wyjątkowego braku umiejętności, aby je wykonać. Rzadko też uderzymy się w głowę (wyłącznie w początkowej fazie przy wciąż niskiej prędkości kręcenia). Bardzo musimy natomiast uważać na kolana, łokcie (są nie tylko wrażliwe na ciosy, ale kontuzje tych części ciała mogą ciągnąc się latami). Jak w przypadku większości broni białych nunchaku również jest bardzo niemiłą niespodzianką dla nadgarstków, palców (najlepiej wolną rękę trzymać blisko ciała tak, by nie przeszkadzała w operowaniu orężem). Przy przełożeniach przez bark na uderzenia poważnie narażone są żebra. Powszechne są odciski (jeśli nasze dłonie nie są przyzwyczajone do ciężkiej pracy) oraz otarcia (najlepiej nie ćwiczyć nago, wybierając stroje mocno przyległe do ciała). Pamiętajmy też o wyborze odpowiedniego do ćwiczeń miejsca – nasze otoczenie może mocno ucierpieć w czasie ćwiczeń.

ヌンチャ jest jedną z ciekawszych broni egzotycznych. Trudności związane z jej opanowaniem, pozyskaniem ustępują korzyściom płynącym z pozornie niegroźnego połączenia drewna i liny. Warto pocierpieć dla cudownego efektu końcowego.


czwartek, 30 stycznia 2014

Kurs 忍び cz. X



Nawet najbardziej wymyślna broń nie zagwarantuje nam bezpieczeństwa, jeśli nie będziemy potrafić się z nią obchodzić. Umiejętność posługiwania się bronią jest umiejętnością nabytą (niestety nie wysysamy jej z mlekiem naszych matek). Potrzebny jest trening i minimalna ilość wiedzy teoretycznej (warto odróżniać rękojeść od klingi). W dzisiejszych czasach klasy rządzące stopniowo dążą do usunięcia z programu nauczania przedmiotów przygotowujących, choćby w niewielkim stopniu, do skutecznej samoobrony (tzw. przysposobienie obronne). Doceniam pracę, jaką codziennie wykonują funkcjonariusze przeróżnych służb mundurowych, ale niestety nie są w stanie zapewnić obywatelowi bezpieczeństwa w każdym momencie (gdyby tak było, nie dochodziłoby do rozbojów, aktów wandalizmu etc.). Znajomość samoobrony nie powinna być przywilejem zarezerwowanym dla służb porządkowych. Uważam, że każdy człowiek powinien potrafić obronić siebie. Oczywiście stoi to w sprzeczności z pacyfistycznymi poglądami rządzących (wszak bezbronnych ludzi łatwiej jest utrzymać w ryzach). Jak więc posługiwać się bronią białą, aby nie wyrządzić krzywdy samemu sobie?

Kiedy mamy już przy sobie jakiś oręż (nóż, miecz, topór, pałkę teleskopową), a sytuacja wymaga od nas jego użycia, musimy uświadomić sobie pewien prosty fakt. Wielu ludzi traci zdrowie, kurczowo trzymając broń, licząc, że sam fakt kontaktu z owym przedmiotem zapewni im bezpieczeństwo. W trakcie walki nie możemy hołdować takim idiotyzmom. Musimy być gotowi porzucić swoją broń w momencie, kiedy jej użycie może nam tylko zaszkodzić. Przykład? Mamy przy sobie sprzęt treningowy (na potrzeby wywodu będzie to dwuręczny miecz z włókna szklanego). Nasz przeciwnik (zbir łaknący naszego portfela) nie jest głupcem, szybko skracając dzielący nas dystans i uniemożliwiając nam tym samym skuteczne wykorzystanie naszego oręża (w ostateczności można uderzyć rękojeścią bądź jelcem). Jeśli nie cofniemy się lub nie wypuścimy go z ręki, zostaniemy niechybnie pokonani (długość utrudni nam walkę w krótkim dystansie). Alternatywnym rozwiązaniem jest przejście do walki wręcz, co zwiększy nasze szanse (zapewne też zaskoczy naszego wroga).

Ninja, jak zawsze dążąc do uproszczenia pozornie skomplikowanego problemu, wyróżniali cztery podstawowe chwyty:
·         chwyt zewnętrzny (najbardziej podstawowy – w ten sposób nóż uchwyci większość nieobeznanych z bronią ludzi; ostrze stanowi przedłużenie linii ręki; umożliwia wyprowadzanie pchnięć, cięż prostych lub poziomych)
·     chwyt wewnętrzny (kojarzony zazwyczaj z wojskiem, uważany powszechnie za profesjonalny; ostrze układa się wzdłuż linii przedramienia; najwygodniej zadawać jest niskie dźgnięcia lub cięcia poziome)
·    chwyt kciukiem i palcem wskazującym (broń przytrzymujemy dwoma palcami; modyfikacja chwytu zewnętrznego przeznaczony do operowania małymi przedmiotami, np. żyletkami)
·       kolczasta pięść (chwyt dedykowany wyłącznie pchnięciom; długie ostre przedmioty zamykamy w pięści, opierając podstawę na wnętrzu dłoni)

Ważnym aspektem jest samo pochwycenie przedmiotu. Nie starajmy się wydusić z uchwytu siódmych potów, ściskając go aż do momentu, kiedy nasz kłykcie zbieleją z wysiłku. Rękojeść powinniśmy trzymać luźno (uchroni nas to przed ew. połamaniem kości dłoni), ale jednocześnie na tyle pewnie, aby niezależnie od rodzaju zadawanego ciosu (pchnięcie, cięcie, uderzenie) broń pozostała na swoim miejscu. Warto poświęcić trochę czasu na pozbycie się wrodzonego lęku przed bronią. Praktykę można zacząć od zwykłego noża kuchennego – przerzucamy go poziomo pomiędzy dłońmi, dbając o prawidłowy chwyt. Z czasem zwiększamy odległość lub wysokość naszych rąk, co przyzwyczai nas do różnych sytuacji (nauka żonglerki stanowi nieocenioną pomoc). W końcu przestaniemy bać się noża, swobodnie podrzucając go w najróżniejszy sposób. Może się okazać, iż sam pokaz naszych umiejętności odstraszy napastnika.

Podobnie, jak w walce wręcz, tak i w przypadku broni białej liczba możliwych kierunków ataku jest mocno ograniczona. Obaj walczący mogą wyprowadzić cios jedynie na trzech płaszczyznach. Podstawowym ruchem jest oczywiście wyrzut uzbrojonej kończyny do przodu (chwyt zewnętrzny). Jeśli nasz oponent znajdzie się za naszymi plecami (powinniśmy za wszelką cenę unikać takich sytuacji), możemy zaatakować do tyłu (chwyt wewnętrzny). Kolejnym możliwym kierunkiem jest poziom – wykonujemy serię szybkich cięć, celując w gardło lub brzuch. Ostatnie możliwe rozwiązanie to atak w pionie – tniemy z góry na dół (bądź odwrotnie) albo zadajemy pchnięcia (na górną część ciała przy chwycie wewnętrznym, na dolną – zewnętrznym). Oczywiście dozwolone są mieszane ciosy po przekątnych (celujemy w obojczyki, wątrobę, trzustkę).


A.      Oko (zalecane pchnięcie; staramy się wyłupić przeciwnikowi oczy – nawet jeśli po tym nie umrze, zostanie wyłączony z aktywnej walki, tarzając się w konwulsjach).
B.      Ucho (zalecane pchnięcie; staramy się zniszczyć strukturę wewnętrzną dźgając długimi przedmiotami).
C.      Nos (pchnięcie lub cięcie; zniszczenie delikatnej struktury chrząstek utrudni przeciwnikowi orientację).
D.      Usta (zalecane cięcie; pokruszone zęby i krew z przeciętych warg utrudnią oddychanie).
E.       Gardło (cięcie bądź pchnięcie; celem ataku jest krtań lub tchawica – ich zniszczenie skutkuje bolesną śmiercią).
F.       Kark (cięcie lub pchnięcie; pod skórą znajdują się duże naczynia krwionośne; uszkodzenie rdzenia kręgowego spowoduje natychmiastowy paraliż, a później śmierć).
G.     Obojczyk (zalecane pchnięcie; staramy się przerwać naczynia krwionośne ułożone pod kością obojczykową; skutek: śmierć).
H.      Pacha (zalecane pchnięcie; uszkadzamy nerwy i tętnice – wykrwawiamy wroga).
I.        Ramię (pchnięcie lub cięcie; niszczymy mięśnie, ścięgna, wyłączając z walki kończynę).
J.        Nadgarstek (pchnięcie lub cięcie; przecinamy mięśnie, więzadła, ścięgna).
K.      Palce (zalecane cięcie; staramy się uszkodzić palce, przecinając tyle tkanek miękkich, ile to tylko możliwe).
L.       Klatka piersiowa (zalecane pchnięcie; dążymy do przebicia płuc lub aorty).
M.    Brzuch (zalecane pchnięcie; celujemy w sam środek nad pępkiem).
N.     Krocze (zalecane pchnięcie; cios nożem sparaliżuje wroga niezależnie od płci).
O.     Udo (cięcie lub pchnięcie; naszym celem jest wewnętrzna strona uda – tętnica udowa).
P.      Kolano (cięcie lub pchnięcie; przecięcie ścięgien spowoduje upadek wroga, a przebicie stawu kolanowego spowoduje trwały uszczerbek na zdrowiu).

Zawsze musimy mieć na uwadze różne możliwe konsekwencje naszego ataku. Przeciwnik nie będzie wszak półdzikim człowiekiem z buszu w spódniczce z trawy. W naszych realiach będziemy mieli do czynienia, najprawdopodobniej, z kimś odzianym we współczesne owoce przemysłu tekstylnego. Materiał z jakiego wykonane jest ubranie napastnika jest bardzo ważnym szczegółem, jaki zawsze winniśmy mieć na uwadze, chcąc szybko i skutecznie uporać się z natrętnym problemem. Nie uda nam się łatwo przeciąć ostrzem skórzanej (najczęściej wykonanej z bydlęcej skóry o dużej wytrzymałości) lub puchowej (względnie grubej zimowej) kurtki. Zwyczajny szalik może sprawić, iż nasza broń utkwi, utrudniając nam jej wyszarpnięcie.

Uszkodzenia wroga są zależne od rodzaju broni białej (obuchowa, sieczna, kłująca itd.), jaki dzierży walczący. Każde dziecko wie, że skutek uderzenia kilkukilowym młotem (do kupienia w każdym markecie budowlanym) to zmiażdżenia struktury kostnej i perforacja organów wewnętrznych. Jeśli na naszej drodze stanie jegomość wyposażony w tak archaiczny przedmiot, naszym jedynym wyjściem jest szybki skrócenie dystansu (bez ostrzeżenia, tak by nie zdołał się zamachnąć). Napastnik może też dysponować łomem (sztampowe wyposażenie wszelakiej maści kryminalistów) – oprócz dewastujących uderzeń obawiać się musimy groźnych pchnięć (jeden koniec łomu jest wszak zaopatrzony w widelcowaty koniec). Przykłady możemy mnożyć, bo przecież dookoła nas znajduje się dosłownie nieograniczona liczba potencjalnego oręża. Tajniki walki poszczególnymi rodzajami oraz porady dotyczące ich wykonania znajdą ujście w nowym cyklu pt. Zbrojownia.

Każdy kolejny odcinek jednego z popularnych seriali młodzieżowych (opowiadający o walce grupy przyjaciół, miłośników sztuk walki, z okolicznymi gangami) kwitowany jest zdaniem: Zawsze patrz 30 sekund do przodu. W przypadku operowania bronią białą sentencja ta powinna być naszym credo. W przeciwieństwie do natychmiastowych skutków działania broni palnej, miecze, noże, pałki potrzebują czasu na dosięgnięcie celu i wywołanie określonego efektu (czyt. obezwładnienie przeciwnika). Niektóre ciosy przyniosą nam zwycięstwo dopiero po kilkudziesięciu sekundach (pęknięte płuco czy ważne naczynie krwionośne dadzą się przeciwnikowi we znaki dopiero po ok. minucie). W tym czasie nasz wróg (zraniony, a pamiętajmy, że zranione zwierzę wpada w nieprzewidywalny morderczy amok, nie zwracając uwagi na dalsze obrażeni, starając się tylko pozbawić życia napastnika) może nas poważnie zranić (albo nawet zabić). Nie o to chodzi w skutecznej samoobronie, prawda? Ninja zawsze starali się zabić cel tak, by ten nie dostrzegł nadciągającego końca. Zdziwiony oponent padał na ziemię, a wojownik cienia spokojnie odchodził w siną dal.