Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwierzęta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2014

Kłębek ciekawostek z kociego świata



Wielokrotnie w swoich artykułach powoływałem się na mroczniejszą stronę ludzkiej natury. Od czasu do czasu przejawiamy jednak tendencję do charytatywnej dobrotliwości wobec swoich braci mniejszych. Nie chodzi mi oczywiście tutaj o młodszych od nas ludzi lub zakonników żyjących zgodnie z regułą św. Franciszka z Asyżu, ale o zwierzęta (zrównanie praw człowieka oraz zwierza zawdzięczamy właśnie wspomnianemu wcześniej pustelnikowi). Od zarania swoich dziejów ludzkość szukała towarzyszy niedoli (życie na tym padole od zawsze nastręczało problemów różnego kalibru). Naszym największym zaufaniem cieszą się dwa rodzaje czworonogów: koty i psy. Te pierwsze obchodzą dziś swoje święto (podrapcie swoje kociaki ode mnie za uchem), więc skupimy się na nich. Nie zamierzam jednak przedstawiać skomplikowanej historii poszczególnych gatunków, ani roli jaką pełniły one w ludzkiej historii. Wolę skupić się na zbiorze ciekawostek o naszych futerkowych towarzyszach. Sprawdźcie sami, czy jesteście ailurofilami!

Nie mylcie tego określenia z ailurofobią. Oba pojęcia pochodzą naturalnie od greckiego słowa „ailouros” oznaczającego „kota”. Ailurofobem jest osoba bojąca się kotów (za przykład mogą posłużyć: Adolf Hitler, Aleksander Wielki, Benito Mussolini, Czyngis Chan, Juliusz Cezar, Napoleon I Bonaparte). Lęk ten powoduje przesadne reakcje trwogi, zaniepokojenia (pomimo przekonania o irracjonalności własnych uprzedzeń). Ekstremalne przypadki objawiają się drgawkami, dusznościami, palpitacją serca, zaburzeniami postrzegania zmysłowego. Ailurofilem z kolei nazywamy miłośnika kotów (nie musi koniecznie posiadać ich kilkunastu). Nie należy kojarzyć tego pojęcia z jakimiś zwyrodniałymi praktykami seksualnymi. Pierwszymi ailurofilami byli Egipcjanie – w starożytnym Egipcie zabicie kota karano śmiercią, a na znak żałoby po zmarłym zwierzątku wszyscy domownicy golili sobie brwi. Zwłoki mumifikowano, składając je do grobowców (do dzisiaj odnaleziono ponad 300 tys. kocich mumii). Pomimo opinii czyściochów koty bywają silnym alergenem. Alergicy muszą wystrzegać się kociej śliny lub komórek naskórka osadzających się na sierści (częste kąpiele z reguły pomagają osobom uczulonym znieść obecność zwierzaka). Statystycznie najmniej alergenów wytwarzają wysterylizowane samiczki.

Animaloterapia od wielu lat święci swoje tryumfy z uwagi na lecznicze właściwości zwierząt. Obecnie istnieje wiele odmian (dogoterapia, hipoterapia). Koty również mają swój udział wśród społeczności zwierząt leczniczych. Oczywiście koci terapeuta musi być odpowiednio towarzyski (nie może atakować kogoś, kto chce go pogłaskać, wziąć na ręce), dysponując świadectwem zdrowia (dowód aktualnych szczepień). Potencjalnego kandydata należy przyzwyczaić do hałasu, tłumu, zapachów środków czystości. Koty działają w domach opieki, szpitalach. Partnerem w działaniu jest wolontariusz, a jednocześnie właściciel zwierzęcia. Musi on wykazać się ogromną dozą cierpliwości, zaangażowania (w celu prowadzenia pogawędek o swoim pupilu). Prowadzone od wielu lat badania potwierdzają pozytywny wpływ spotkań z żywymi zwierzętami na psychikę chorych. Kontakt z kotem obniża ciśnienia, poziom cholesterolu we krwi (zmniejsza to ryzyko chorób układu krążenia), zmniejsza dolegliwości związane z chorobami stawów. Korzyści te znano już od wieków, co doprowadziło do powstania określenia: koci lekarz.

Czasami nawet ludzkie prawa obejmują te sympatyczne czworonogi. W średniowieczu palono je na stosach, oskarżając o konszachty z siłami nieczystymi. Na szczęście to już przeszłość. W niektórych miastach stanu Minnesota kotom nie wolno jednak drażnić psów w pobliżu słupów linii telefonicznych. W Barber (Karolina Północna) prawnie zakazane są walki pomiędzy kotami a psami. Kotom zabrania się także głośno miauczeć po godz. 21:00 w stanie Georgia. Jeśli zamierzamy wybrać się z naszym lwem do kina, nie zdołamy tego zrobić w Baltimore (Maryland). 

Na świecie żyje dziś ok. 500 mln kotów. Różnią się one znacząco od siebie. Możemy wyróżnić maleństwa (np. z Singapuru) o wadze zaledwie 1 kg oraz olbrzymy ważące prawie pół tony (rekord 479 kg należy do lygrysa o imieniu Herkules, chociaż pewien australijski dachowiec przekroczył 21 kg). W zależności od gatunku różna jest ilość kociąt w miocie (rekordzistką jest kotka Dusty z Teksasu, która w 1952 r. doczekała się aż 420 pociech). Wszystkie maluchy rodzą się bezzębne, ślepe. Na początku ich oczy są zawsze niebieskie (bez względu na rasę), a właściwy kolor pojawia się po 12 tygodniach. Ojcem kotków z danego miotu może być więcej niż jeden kocur. Długość życia również jest uzależniona od danego osobnika (najstarszy sierściuch, brytyjski kotek Puss, odszedł w 1939 r. w wieku 36 lat). Nosy kotów są niepowtarzalne (pokrywające je prążki, faktura, kształt, umiejscowienie przegrody nosowej stanowią odpowiednik ludzkich linii papilarnych) – próżno szukać dwóch kotów o identycznych noskach. 

Istnieją również pewne podobieństwa między kotami. Interesująca jest liczba palców u każdej z kończyn – 5 u przednich łap, 4 u tylnich (rzadko spotykany nadmiar palców nazywamy polidaktylią – nie przeszkadza ona w normalnym funkcjonowaniu). Z reguły są bardzo towarzyskimi stworzeniami (cieszy je obecność człowieka). Kocia krew dzieli się na grupy (99% posiada grupę krwi A). Posiadają też dodatkowy zmysł (połączenie smaku i zapachu) odbierany za pomocą organu Jacobsona umieszczonego w górnej części podniebienia. Koty zdecydowanie nie przepadają za zapachem chlorowanej wody, detergentów. Unikają też wysokiego stężenia azotu w powietrzu. Większość z nich przesypia z reguły ponad 14 godzin dziennie (oszczędzają w ten sposób energię). Kocie serca biją dwa razy szybciej, niż ludzkie (większa efektywność snu). 40% pozostałego czasu poświęcają higienie.

W odróżnieniu od nas koty potrafią zasnąć niezależnie od warunków (miejsca, pozycji ciała). Niektórzy ludzie także bardzo lubią przesypiać swoje życie, ale długie godziny lenistwa są wypełnione marzeniami sennymi. A jak jest w przypadku kotów? Większość czasu (blisko 80%) koty jedynie drzemią (oszczędność energii w stanie czuwania). Pozostałą częścią cyklu sennego jest sen właściwy (w fazie snu głębokiego). Najczęściej zwijają się wówczas w kłębek, mocno zaciskając powieki (zmniejszenie utraty ciepła). Głęboki sen odgrywa kluczową rolę w procesie regeneracji organizmu. Naukowo potwierdzono, że koty także śnią (objawia się to ruchem łapek, wąsów). Koty ze spłaszczonymi pyszczkami (np. koty himalajskie) potrafią nawet chrapać! 

Koty nie pijają mleka (chociaż większość materiałów dedykowanych dzieciom utwierdza ten popularny mit). Robią to jedynie kocięta w pierwszych tygodniach swojego życia. Jeśli pokarm nie pochodzi bezpośrednio od matki danego osobnika, nie przypomina on konsumowanego przez nas produktu (np. UHT). Stosuje się specjalnie dostosowane do potrzeb zwierzęcia mieszanki. Chociaż mleko podrażnia delikatny koci żołądek, to nie da się ukryć, że zazwyczaj im ono smakuje (niektórzy specjaliści doradzają jego sporadyczne podawanie w niewielkich ilościach). Kotowate są drapieżnikami (nie przepadają zatem za słodyczami – w odróżnieniu od psów). Znane nam najbardziej koty domowe z ogromnym zaangażowaniem oddają się polowaniu na małe gryzonie (upolowanie kapibary raczej nie wchodzi w grę dla przeciętnego futrzaka), choć rzadko kiedy je zjadają (muszą być wyjątkowo głodne przy równoczesnym braku innego pokarmu w okolicy). Najskuteczniejszym łowcą był szkocki kot Towster (w ciągu 21 lat swojego życia zamordował 28 899 różnych gryzoni). Kot jest w stanie przeżyć bez wody pitnej, jeśli tylko zapewni mu się odpowiednią ilość świeżego mięsa. 

Najszybszym zwierzęciem lądowym jest przedstawiciel rodziny kotowatych. Gepardy potrafią biec z prędkością blisko 120 km/h, a na dodatek przyspieszenie do magicznych 100 km/h zajmuje im jedynie trzy sekundy (porównywalnie do najdroższych samochodów sportowych). Wszystko za sprawą budowy wewnętrznej (m.in. braku kości obojczykowej) – umożliwia on wykonywanie nagłych, szybkich zwrotów oraz zmianę kierunku poruszania się w pełnym biegu. Giętki kręgosłup (kręgi są bardzo luźno ze sobą połączone) nie tylko nadaje ich krokom specyficznej gracji (są stworzeniami palcochodnymi, a poduszeczki na stopach absorbują siłę uderzenia podczas skoków, pomagają utrzymać kości palców w określonym położeniu oraz uczestniczą przy hamowaniu), ale również znacząco pomaga w czasie gonitwy (ułatwia także penetrację niewielkich szczelin). Doskonale wykształcony zmysł równowagi (bardzo szybkie przekazywanie impulsów nerwowych; ogon zawierający 10% ze wszystkich 206 kości funkcjonuje jako żerdź pomagająca w zachowaniu odpowiedniej postawy) ułatwia wykonywanie skoków (kot może wyskoczyć na wysokość kilku metrów, a jednocześnie przeżyć upadek z 20 m). Naturalnie cechy te dotyczą wszystkich kotów, chociaż domowe pupile mogą tylko pomarzyć o osiągach swoich afrykańskich pobratymców (z kociej formuły 1). 

Większość kotów niechętnie wchodzi do wody (mimo, że są świetnymi pływakami). Istnieją gatunki wręcz lubujące się w codziennych kąpielach (np. taraj). Najczęściej żyją one nad zbiornikami wodnymi, nurkując lub pluskając się w płytkiej wodzie (odżywiają się rybami, skorupiakami). Ciekawostką jest to, iż zmoczenie kocich łapek zmniejszy znacząco jego prędkość poruszania się (będzie on ostrożniej stawiał swoje kroki).

Kocie oczy od dawna fascynują ludzi. Do dzisiaj zdania uczonych są podzielone w kwestii palety kolorów (na pewno rejestrują błękit, fiolet, zieleń, żółć – nazywamy to trichromią) widzianych przez koty (część uważa, że dostrzegają one kolory, ale je ignorują). Kocie pole widzenia wynosi 185° (ludzkie zaledwie 180°). Peryferyjne pole widzenia również jest szersze od ludzkiego (brak ostrości nadrabiają nadzwyczajną wrażliwością na ruch). Pozwala to na perfekcyjne ocenianie odległości w czasie łowów (widzą ostry obraz zdobyczy z odległości 6 m). Nocą tęczówki mocno się zielenią (szerokie otwarcie źrenic powoduje odbicie się światła padającego od nabłonka rogówki). Siatkówka składa się z czopków (pełnią funkcję różnicującą), pręcików (odpowiadają za dobre widzenie po zmroku, choć nawet kot nie dostrzeże czegoś w całkowitej ciemności). Rozmiar źrenic pozwala określić nastrój kota (okrągłe świadczą o podekscytowaniu, strachu; źrenice zwężają się w pionowe szparki, kiedy coś zdenerwuje zwierzaka). Ocenia się, iż koci wzrok jest sześciokrotnie lepszy od naszego (mają jednak spore problemy z dostrzeżeniem szczegółów przedmiotów umieszczonych bezpośrednio przed ich nosem). Większość kotów nie posiada rzęs, ale wszystkie posiadają za to trzecią powiekę (w czasie choroby jest ona z reguły zamknięta).

Strzyżenie uszami jest cenionym przez wielu miłośników gestem. Ich swobodne poruszanie zapewniają 32 mięśnie w każdym z uszu. Koty mają bardzo dobry słuch. Słyszą dźwięki wyższe o dwie oktawy ponad gamę słyszalną przez człowieka.

Wąsy pomagają kotom w ocenieniu, czy uda im się zmieścić w danym miejscu. Są one tak czułe, że pozwalają na wykrywanie ruchów powietrza. Z każdej strony pyszczka kot ma ok. 12 wąsów (pogrupowanych w cztery rzędy).

Koty wykształciły specyficzny język (zawiera on ponad 100 różnych miauknięć – psia mowa ogranicza się wyłącznie do 10 zwrotów). Futrzaki mruczą z częstotliwością 27 Hz na sekundę (z taką samą częstością działa silnik Diesla). Co oznaczają te charakterystyczne dźwięki? Mogą być interpretowane jako oznaka bólu (stymulują u siebie wzmożone wydzielanie endorfin), strachu, zadowolenia (w czasie pieszczot) bądź zdenerwowania (próbują uspokoić zarówno siebie, jak i otoczenie). Wszystko dzięki dodatkowemu zestawowi strun głosowych (służących wyłącznie do mruczenia). Miauczenie jest kierowane głównie do ludzi (rzadziej do innych zwierząt). Odbywa się ono za pomocą pyszczka oraz nosa (z powodzeniem może ono trwać mimo trzymania czegoś w zębach przez kota). Koty z powodzeniem mogą modulować wydawane przez siebie odgłosy (zmieniając barwę, natężenie, ton). 

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego koty się liżą? Oczywiście to kwestia higieny (ostatecznie koty noszą zaszczytne miano czyściochów). Język kota jest bardzo chropowaty (pokryty malutkimi wypustkami), co czyni z niego doskonałą szczotkę usuwającą z sierści kurz, pyłki, zabrudzenia. Lizanie jest również formą relaksu (stosowaną w celu rozładowania stresu). Pomaga również w termoregulacji (pocą się w zupełnie inny sposób z uwagi na małą ilość gruczołów potowych). Parowanie naniesionej na sierść śliny przynosi kotu ochłodę, a przy okazji usuwa obce zapachy. Powszechne jest również lizanie bolącego miejsca (towarzyszy temu wyrywanie kępek sierści). Mocne nasilenie takiej aktywności może mieć podłoże chorobowe – konieczna jest wtedy konsultacja z behawiorystą lub weterynarzem. Co do ludzi, koty nie liżą ich z uwagi na słonawy smak potu na skórze. To oznaka akceptacji, przyjęcia do stada. Dotyk językiem wyraża sympatię (dowód przywiązania). Duże znaczenie ma miejsce. Lizanie nóg, rąk to wyraz sympatii, karku bądź twarzy – głębokiego szacunku. Jeśli nasz kot zachowuje się w sposób mało delikatny, można na niego syknąć (w kocim języku jest to synonimem ostrej reprymendy). Nagła zmiana zachowania (nasz podstarzały kot zaczyna nas lizać) może niestety być objawem zaburzeń hormonalnych tarczycy.

Życie kota jest dłuższe od psiego. Jego średnia długość waha się w granicach pomiędzy 12 a 14 latami (wszystko zależy od trybu życia, tj. odżywiania, opieki weterynaryjnej). Rzadkością są koty dożywające 20 lat. Jak przeliczyć koci wiek na ludzkie lata? 6 – miesięczny kociak jest na poziomie rozwoju 10 – letniego dziecka. 2 – letni kot to odpowiednio 24 – letni człowiek. Każdy kolejny koci rok to 4 ludzkie lata.

Czasami z rozbawieniem przyglądamy się typowo kocim zachowaniom. Ocieranie się o nas nie jest bynajmniej oznaką miłości, jaką darzy nas nasz pupil. W ten sposób oznacza on swoją własność, rezerwując dla siebie danego człowieka. O czułości może świadczyć drgający koniuszek ogona. Pamiętajmy, że koty nie myślą o sobie jako o małych ludziach (ich mózgi przypominają jednak budową bardziej nasze, niźli psie – te same rejony odpowiadają za podobne emocje). To nas uważają za duże koty (dlatego czasami obdarowują nas zdobyczami, uznając nas za niezdolnych do samodzielnego zdobycia pożywienia). Wpływa to w bezpośredni sposób na ich zachowanie. Podobnie rzecz ma się z traktowaniem nowonarodzonych kociąt (zależy od niego ich późniejszy charakter). Nieprawdą jest to, iż kota nie da się nauczyć spacerów na smyczy – wymaga to po prostu dużego nakładu pracy (im młodszy kot, tym lepiej). Jeśli chcecie sprawić przyjemność swojemu podopiecznemu, kupcie mu działkę kocimiętki (działa ona na koty tak, jak marihuana na ludzi).

Koty są z pewnością uroczymi stworzonkami urozmaicającymi nam szarą codzienność. Niekiedy domowe zwierzęta są jedynym widocznym elementem świata ożywionego w mieszkaniu. Kociaki są nie tylko wspaniałymi kompanami, ale obserwacja ich pozornie nieokrzesanych zachowań dostarcza całą masę radości. Po ostatniej wizycie w sklepie zoologicznym byłem pod wrażeniem ogromu dostępnych akcesoriów dla naszych futerkowych podopiecznych. Wszystkie stworzono z myślą o uszczęśliwianiu domowych pupili. Postarajmy się, aby otoczyć je szczerą sympatią, a nie jedynie zasypać mnóstwem gadżetów. Koty wszakże też potrzebują czułości. Miau!

sobota, 11 stycznia 2014

Rozprawa o wegetarianizmie...


Wegetarianizm to praktyka polegająca na celowym i świadomym wyłączeniu z codziennej diety produktów pochodzenia odzwierzęcego (w różnym stopniu skrupulatności). Od wielu lat trwają spory pomiędzy lekarzami (spierającymi się o wpływ takiego stylu życia na zdrowie), zwolennikami oraz przeciwnikami, a nawet samymi podgrupami roślinożerców (walczą o tytuł najprawdziwszego wegetarianizmu). Dzisiaj wszyscy znają zależności pomiędzy jadaniem mięsiwa a chorobami układu krążenia, niektórymi rodzajami nowotworów, cukrzycą lub otyłością. Dziś obchodzimy w Polsce Dzień Wegetarian (osobiście uczciłem go posypaniem solidnej jajecznicy z wkładem mięsnym zielonym szczypiorkiem). Czym właściwie jest wegetarianizm? Patologią? Kolejną ludzką fanaberią? Ruchem proekologicznym? Oto moje rozważania na ten temat.


Początki tegoż procederu sięgają czasów prehistorycznych. W trudnych warunkach klimatycznych pierwsze plemiona ludzkich zbieraczy przeczesywały okolice w celu znalezienia źródeł niezbędnych witamin (oraz oczywiście kalorii). Był to wegetarianizm okresowy, gdyż kiedy przeciętny praczłowiek odnalazł wśród zarośli ptasie gniazdo lub zwierzęce legowisko, szybko prezentował swoją kreatywność (a także kulinarny talent). Chodziło o przetrwanie, co wymagało zachowania dobrego zdrowia (czyt. odpowiedniej diety bogatej w substancje odżywcze). Zaznaczmy, że nigdy w historii wegetarianizm nie stał się powszechny u jakiegokolwiek narodu.

Z czasem zbieracze stali się rolnikami (starożytne ludy zamieszkujące brzegi Nilu, Eufratu, Tygrysu, Gangesu, wybrzeża Morza Śródziemnego lub tereny objęte wpływem deszczy monsunowych). Wśród pewnych (niewielkich) kręgów (ograniczonych obszarowo) narodziły się praktyki religijne (pamiętajmy, że były one wówczas niezwykłe zróżnicowane, np. składanie ofiar z ludzi) zakładające wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych. Były one zarezerwowane dla zamożnej części społeczeństwa lub grupy uczonych. Większość ludzi nie mogło pozwolić sobie na takie dziwaczne praktyki ze względów finansowych, dlatego hołdowali diecie ubogiej w witaminy.

Rośliny (jako źródło witamin i elementarny składnik jadłospisu) zostały docenione wraz z rozwojem cywilizacji (wspomnijmy chociaż o sumeryjskim micie o Gilgameszu). W Odysei greckiego poety Homera pojawia się wzmianka o tajemniczym ludzie Lotofagów (pokojowo nastawionym). Plemię to odżywiało się wyłącznie owocami niezwykłej rośliny (lotosu). Skutkiem ubocznym była postępująca amnezja i ogólna poprawa samopoczucia (taka dieta zdecydowanie nosi znamiona narkotycznej). Diodor Sycylijski (grecki historyk) w swoich dziełach opisywał etiopskie ludy pożywiające się wyłącznie niektórymi gatunkami miejscowych roślin.  Podobne wzmianki możemy odnaleźć w starochińskich (głównie z doliny rzeki Jangcy) i starohinduskich tekstach.

Pamiętajmy, że cały czas była to kwestia niewielkich ruchów religijnych, której członkowie umyślnie rezygnują z jedzenia mięsa zwierząt ofiarnych, aby przypadać się swoim bóstwom. Miało to ścisły związek z wiarą w reinkarnację lub wędrówkę duszy po śmierci ciała (egoistyczne zabezpieczenie swojej ewentualnej przyszłości). Od zawsze maskowano takie zwyczaje kwestiami etycznymi, przypisując zwierzętom cechy ludzkie (inteligencję, pamięć, uczucia wyższe). To całkowicie zrozumiałe, gdyż w tamtych czasach człowiek żył bliżej zwierząt. Dbał o konia (jedyny środek lokomocji), trzodę chlewną lub bydło (żywiciele rodziny), a nawet ptactwo (dostarczyciele chudego mięsa, jajek). Z czasem, kiedy zaczęliśmy zastępować zwierzęta wynalazkami (o większej wydajności), oddaliliśmy się od nich, sprowadzając je jedynie do roli bezrozumnych źródeł białka, węglowodanów i tłuszczy.

W średniowieczu wegetarianizm dotyczył przede wszystkim świątobliwych mnichów (różnych wyznań), odmawiających uczestnictwa w bestialskim procederze (pozbawiania życia żywych stworzeń). Był to jeden z elementów ascezy (mnisi bardzo chętnie uprawiali za to rolę, niejednokrotnie przyczyniając się do rozwoju świadomości i technologii rolniczych). Większe znaczenie nabrał pod koniec XIX w. (podobnie, jak ruchy feministyczne). Tworzono liczne towarzystwa wegetariańskie (spełniające również rolę spotkań towarzyskich). W roku 1908 założono International Vegetarian Union (ang. Międzynarodową Unię Wegetariańską). Miała ono pełnić funkcje reprezentatywne w stosunku do licznych mniejszych organizacji. Na początku XX w. rozpoczął się również gorący spór pomiędzy bracią medyczną o sensowność unikania produktów pochodzenia zwierzęcego. Zdarzały się nawet praktyki lekarskie oferujące układanie jadłospisów wegetariańskich w formie panaceum na większość schorzeń przewodu pokarmowego i skóry.

Występuje wiele odmian wegetarianizmu:





Od 1847 r. za pełnoprawnego wegetarianina może uważać się każdy, kto odmawia spożycia jakiekolwiek mięsa. Wcześniej określano wegetarian mianem „pitagorejczyków”, niesłusznie porównując nowożytną modę do grupy światłych greckich myślicieli.

Motywacja uczestników tegoż ruchu w XX/XXI w. bywała różna. Podstawową, a jednocześnie najbardziej dyskusyjną, kwestią jest etyka w hodowli, oprawianiu zwierząt. Możemy wyróżnić dwa główne nurty. Pierwszy zakłada całkowitą rezygnację z hodowli i późniejszej konsumpcji zwierząt. Drugi natomiast krytykuje jedynie hodowlę na masową skalę oraz pewne (ponoć brutalne, bezduszne) praktyki. Rosnąca liczba populacji krajów rozwiniętych, bogacenie się społeczeństw wymagają coraz większego uprzemysłowienia metod hodowlanych. W ostatnich latach powstało wiele programów wspierających humanitarne (określenie to powinno być zarezerwowane do stosunków międzyludzkich) traktowanie naszych „braci mniejszych”. Mają one za zadanie promowanie (wbrew ideom wolnego rynku) hodowców spełniających odgórnie ustalane kryteria (nie konsultowano ich jednak wcześniej ze zwierzętami), promocję spożycia ich produktów. To zabiegi ściśle marketingowe ukierunkowane na ludzi zamożnych, mających dostęp do produktów ekologicznych (wielokrotnie droższych od nieekologicznych). 

Część psychologów i etologów twierdzi, że zwierzęta posiadają pewien rodzaj świadomości (odczuwają ból, wykazują lęk itp.). Niektóre zwierzęta (delfiny, małpy człekokształtne, słonie) podejrzewane są wręcz o samoświadomość (pogląd ogranicza się do obserwacji typowo ludzkich zachowań u badanych gatunków). Zwierzęta te jednak nie są przysmakiem, podstawą codziennego jadłospisu (czy słyszał ktoś kiedyś o hodowli słoni na ubój lub rzeźni oprawiającej delfiny). Na słonie polują zazwyczaj kłusownicy łaknący drogocennych kłów (chciwość to zdecydowanie większa ułomność od spożywania mięsa), delfiny są uważane są za rarytas wśród niektórych kultur nadmorskich, a małpy jada się w leśnych ostępach (gdzie trudno o inne źródło białka, soli mineralnych). 

Mniej inteligentne zwierzęta zawdzięczają nam rozrost populacji (bydło, trzoda chlewna, ptactwo). Chociaż są przez nas wykorzystywane w charakterze składników obiadowych, to ochrona (przed warunkami klimatycznymi, drapieżnikami) zapewniana przez hodowców umożliwia im spokojne życie (oczywiście poza przykładami oczywistego bestialstwa, np. torturowaniem zwierząt dla zwykłej uciechy).

Innym ważnym argumentem są względy religijne. Chociaż w czasach postępującej ateizacji sukcesywnie zmniejsza się liczba wiernych (świadomy wybór), to jednak religia nadal pozostaje istotna dla przeważającej większości przedstawicieli ludzkiego gatunku. Stary Testament (święte księgi wyznawców judaizmu, chrześcijaństwa) kilkukrotnie zapowiada nadejście czasów, kiedy wszystkie stworzenia na ziemi zaczną odżywiać się wyłącznie roślinami (co miało oznaczać nadejście czasów harmonii, pokoju). Wyobrażenie, jak może do tego dojść odnajdujemy w popularnym serialu animowanym Futurama.



Żydzi spożywają mięso wyłącznie wtedy, kiedy spełnia wymogi koszerności. Mięso jest כשרות (wym. „kaszrut”, czyli „właściwe”), jeśli zwierzę zostanie zabite zgodnie z prawem Halacha. Musi być to przeżuwające zwierzę o „rozszczepionym kopycie” (a także ryby i niektóre ptaki). Zakazane jest spożycie niektórych fragmentów ciała (krew, nerw kulszowy). Stworzenie musi zostać uśmiercone przez wykwalifikowanego rzeźnika (musi potrafić jednym ruchem poderżnąć zwierzęciu gardło, aby je całkowicie wykrwawić). Następnie truchło jest gruntownie sprawdzone (znanych jest 70 nieprawidłowości, które dyskwalifikują mięso) – jeśli nie spełnia wymagań, jest wyrzucane.

Hindusi (a szczególnie bramini) traktują spożycie mięsa, jako coś wysoce niemoralnego (akceptując jednak spożycie mleka oraz jego pochodnych). Jednocześnie dopuszcza się przemysłowe wykorzystanie skór krów zmarłych na skutek przyczyn naturalnych (co osobiście uważam za bardzo poprawne, godne naśladowania). W Indiach wprowadzono specjalne oznaczenia produktów spożywczych, aby ułatwić wybór w trakcie dokonywania zakupów  (Unia Europejska również wprowadziła naklejki informujące o zawartości, np. żelatyny – tzw. „vlabel”).

Muzułmanie nie mogą jeść produktów będących حرام (wym. „haram”, co dosłownie oznacza „to, co zakazane”), czyli wieprzowiny, krwi, padliny. Niektóre gatunki są dopuszczone do spożycia, ale tylko jeśli zostaną zabite w odpowiedni sposób (nie można choćby w żaden sposób zmniejszać cierpienia zabijanego zwierzęcia, co sprawia, iż jest ono zabijane przy pełnej świadomości). 

Buddyzm nie zakazuje jednoznacznie takowych praktyk kulinarnych, chociaż w zależności od interpretacji अहिंसा (wym. „ahinsa”, co znaczy „niestosowanie przemocy”) wyznawcy różnych odłamów różnią się w poglądach na ten temat (niektórzy jedzą mięso, inni jadają je tylko wtedy, gdy zwierzę nie zostało zabite specjalnie dla nich i nie widzieli momentu ich śmierci, a jeszcze inni całkowicie wystrzegają się jadania mięsiwa). Obecny Dalajlama jada mięso, chociaż oficjalnie ogranicza jego spożycie (co doradza również buddyjskim mnichom).

Wiele pomniejszych ruchów religijnych dołącza do światłych idei przyświecających wegetarianom, chcąc pomnożyć szeregi swoich wyznawców, a także odróżnić się od innych nurtów. Ich motywy (jak również wytłumaczenie takiego zachowania) są najróżniejsze.

Co medycyna sądzi obecnie o wegetarianizmie? Zdania są podzielone, a z całą pewnością można stwierdzić jedno: dieta wegetariańska jest zdrowa (tj. nie powoduje skutków ubocznych u zdrowego człowieka), ale ani nie wydłuża życia (tak działa wyłącznie dieta niskokaloryczna), ani nie czyni go łatwiejszym (choroby cywilizacyjne mają różne przyczyny).

Rośliny nie syntezują witaminy B12, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania ustroju ludzkiego. Dlatego osoby hołdujące wegańskiej diecie muszą zażywać suplementy uzupełniające niedobory tejże witaminy.

Istnieje wiele roślin stanowiących świetne źródło wapnia. Ponadto część naukowców twierdzi, że jest ono łatwiej przyswajalne (w Japonii spożywa się niewielką ilość wapnia z soi lub rybich ości, a jednak kraj ten charakteryzuje się niską ilością chorych na osteoporozę). Nadmierne spożycie wapnia pochodzenia odzwierzęcego może przynosić odwrotny efekt, osłabiając strukturę wewnętrzną szkieletu. 

W produktach odzwierzęcych występuje żelazo w łatwo przyswajalnej postaci (dwukrotnie lepiej, niż w produktach roślinnych).  Istnieją badania wskazujące, że odpowiednie zwiększenie dziennej dawki kwasu askorbinowego może poprawić przyswajalność żelaza z produktów pochodzenia roślinnego. Część lekarzy twierdzi, że w niektórych przypadkach następuje samoistna adaptacja do niskiej podaży żelaza (pamiętajmy jednak, iż nie dotyczy do osób cierpiących na niedobory makro – lub mikroelementów we krwi).

Często powtarzanym w dyskusjach argumentem jest rozróżnienie diety wegetariańskiej (zdrowej) od wegańskiej (przesadzonej, niezdrowej). Zaznaczmy, że każda dieta musi być ułożona przez specjalistę w oparciu o badania medyczne konkretnego osobnika. Pozwala to uniknąć negatywnych skutków zmian w diecie (najczęściej samowolnych). Nie zaleca się również przechodzenia na wegetarianizm w młodym wieku, kiedy organizm potrzebuje odpowiedniej ilości składników budulcowych (do prawidłowego wzrostu).

Czy tłuszcze zwierzęce są niezbędne do zdrowego życia? Oczywiście (to ważny surowiec energetyczny). Większość warzyw, owoców jest uboga w tłuszcze (poza awokado). Zdrowe dla ludzkiego ustroju tłuszcze zawierają wyłącznie ryby oraz owoce morza. Pozostałe tłuszcze zwierzęce (nasycone) cechuje większa lub mniejsza szkodliwość (zawierają między innymi gorszy cholesterol LDL). Ryby, owoce morza, orzechy, len, soja, nasiona dyni, nasiona sezamu, awokado, oliwa, olej rzepakowy podnoszą poziom cholesterolu HDL. Cholesterol jest tak niezbędny dla ludzkiego organizmu, iż ten syntezuje go samodzielnie. Nawet pomimo je braków w naszym jadłospisie, ustrój sam wyrówna ewentualny niedobór (bez powikłań zdrowotnych).

A białka? Przecież zielenina nie zawiera pełnowartościowego białka (często słyszy się takie opinie wśród aktywnych sportowców). Białko w pełni wartościowe to takie, które dostarcza nam wszystkich aminokwasów, jakich sami nie potrafimy wytworzyć (fenyloalanina, histydyna, izoleucyna, leucyna, lizyna, metionina, treonina, tryptofan, walina). Wegetarianie mają znacznie mniejsze problemy ze spożyciem odpowiedniej ich ilości (jadają nabiał, jajka), niż weganie. Dobrymi źródłami tychże aminokwasów są gotowane ziemniaki oraz ciecierzyca. W zależności od wieku, prowadzonego trybu życia potrzebujemy różnej ilości białka w diecie.

Czas na jakąś formę podsumowania (połączonego z wyrazem moich osobistych przemyśleń, obserwacji). Żywię głęboki szacunek do osób dążących do czynienia swoich żywotów bardziej doskonałymi (hołduję zasadom samodoskonalenia). Nie wojuję z żadną odmianą wegetarianizmu, chociaż przyznaję, że niektóre przywołują na moją twarz dobrotliwy uśmiech.

Jeśli ktoś świadomie podejmuje decyzję o eliminacji z diety produktów pochodzenia zwierzęcego (z różnych powodów), nie robi nic złego w świetle prawa (lub norm obyczajowych). Problem zaczyna się, kiedy mniejszość (mięsożercy nadal przeważają wśród ludzkiej populacji) stara się usilnie narzucić swoje poglądy innym (poprzez wprowadzanie zakazów sprzedaży produktów, utrudnianie hodowli, stopniową eliminację ze świadomości mas dobre strony spożywania mięsa, nabiału, jajek itp.).

Popieram za to rozliczne inicjatywy poprawiające świadomość złych skutków jadania mięsiwa. Chodzi przecież o to, aby każdy człowiek mógł samodzielnie dokonać wyboru. Istnieją przecież jeszcze inne czynniki (poza religią, etyką, ekologią), takie jak indywidualne przyzwyczajenia smakowe lub kulturowe.

Ludzie nawołujący do odrzucenia kulinarnej przemocy zapominają o pewnej istotnej kwestii. O poziomie zamożności różnych kręgów społecznych. Czy wyobrażacie sobie zmuszenie Indian (żyjących znacznie bliżej przyrody) z amazońskiej puszczy do zaprzestania polowań na małpy, pekari? Niektóre zwyczaje ludów pierwotnych mogą wydawać się nam nieco bezkompromisowe (dekapitacja obcych naruszających teren plemienia), to nie można nazwać ich okrutnymi (jeśli w czasie polowania zabiją matkę, odnajdując przy okazji jej młode, opiekują się nimi i w stosownym czasie wypuszczają je na łono przyrody). Czy najubożsi mieszkańcy Afryki mają przerzucić się wyłącznie na konsumpcję roślin (które jakoś nie chcą rosnąć na pustynnych terenach)? To co najmniej śmieszna wizja.

Jeśli chcecie uchronić przed nadmiernymi cierpieniami zwierzęta, starajcie się dokładnie zapoznawać z kupowanymi produktami (czytajmy skład, sprawdźmy stronę internetową producenta lub opinie o nim). I tak dla przykładu oznaczenia (pierwsza cyfra w ciągu znaków, jakimi opieczętowane jest każde jajo) jajek od szczęśliwych kurek (żyjących w ekologicznych hodowlach)  zaczynają się od cyfry 0. Im wyższa cyfra (oraz cena), tym kury żyją w gorszych warunkach (1 – wolny wybieg, 2 – chów ściółkowy, 3 – chów klatkowy).

Czytajmy, poszerzajmy swoją wiedzę w zakresie zdrowego odżywania się. Nie starajmy się na siłę zwalczać problemu, który problemem nie jest (gdyby wegetarianizm był niezbędny do przetrwania naszego gatunku, już dawno stałby się nieodłączną częścią przyjmowania pokarmu). Niech każdy w swoim sumieniu rozsądzi, co chce widzieć na swoim talerzu obiadowym.