Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkocja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szkocja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lutego 2014

Święto Imbolc



Człowiek rozpoczął eksplorację przestrzeni kosmicznej, a mimo to w naszej kulturze wciąż możemy obserwować pozostałości wieków minionych (np. zabobony). Zapominamy, iż nasza wspaniała cywilizacja wyrosła z prymitywnych wierzeń opartych na obserwacji świata natury (cyklicznych zmian aury, fauny, flory). W świecie galickim (Irlandia, Szkocja, Wyspa Man) jedną ze starożytnych uroczystości był Imbolc (wym. „imolk”) lub Imbolg (wym. „imolg”) – zależnie od regionu (podobne wydarzenia miały miejsce w tym samym czasie na wszystkich terenach celtyckich). Dzisiaj znamy to święto pod nazwą Dnia Świętej Brygidy (tradycyjne obchodzony między 31 I a 1 II). Pierwotnie miało wyznaczać półmetek okresu między przesileniem zimowym i wiosennym ekwinokcjum. Razem z Beltane (wym. „beltein”), Lughnasadh (wym. „loonese”) oraz Samhain (wym. „sawin”) stanowi wielką czwórkę tradycyjnych galickich świąt sezonowych (obchodzonych już od czasów neolitycznych dzięki skomplikowanym kalendarzom megalitycznym).

Nazwa wywodzi się od starej odmiany języka irlandzkiego. Wyrażenie i mbolg można przełożyć na w brzuchu. Etymologowie doszukują się też korzeni nazwy w słowie oimelc, co oznacza owcze mleko. Niektórzy kontynuatorzy tradycji używają tego określania (Oimelc) równoważnie z powszechnym Imbolc. Warto dodać, że 2 II obchodzi się wspomnienie Ofiarowania Pańskiego (ang. Candlemas, irl. Lá Fhéile Muire na gCoinneal, wal. Gŵyl Fair y Canhwyllau), czyli wspomnienie Matki Boskiej Gromnicznej. W źródłach anglojęzycznych imbolc bywa zastępowany właśnie Ofiarowaniem Pańskim, np. iar n-imbulc, ba garb a ngeilt zostaje przełożone na after Candlemas, rough was their herding.

Wzmianki o Imbolc odnajdziemy w najstarszych irlandzkich źródłach pisanych (pierwsze wzmianki pochodzą już z początków IX w.). Uroczystość ta ma też swój udział w mitologii Irlandii (przecież początkowo była poświęcona ona pogańskiej bogini Brighid, ale została schrystianizowana przez pomysłowych misjonarzy do postaci św. Brygidy, która niejako przejęła rolę nawróconego bóstwa). W czasie trwania święta ludność wyplatała specjalne krzyże Brighid, a także olbrzymią figurę samej bogini (odpowiednik naszej słowiańskiej Marzanny) obnoszonej po okolicznych domostwach (zgodnie z obyczajem Brighid winna odwiedzić każdy dom w czasie Imbolc). Mieszkańcy witali nietypowego gościa wystawną ucztą pozostawianą na zewnątrz razem z ubraniami przygotowanymi dla żeńskiego bóstwa (zadowolona z podarunku zapewniała darczyńcom zdrowie). Masowo odwiedzano chramy, składając ofiary opiekunom danego miejsca.

Jak przedstawiano wiosenną panią? Zgodnie ze starymi przekazami miała oblicze delikatnej młodej kobiety pojawiającej się zawsze w otoczeniu gromadki dzieci. Samo imię (Brighid) oznacza „wywyższona”, co sprawia, że wiele starych kultów utożsamiało ją z królową boskiego orszaku i wyobrażeniem bogini – matki (znana była pod różnymi imionami: Brigid, Bridget, Brighid, Brighde, Brig, Bride), a niektórzy kulturoznawcy upatrują jej pierwowzór wśród indyjskiego panteonu (imię miało być przeinaczonym hasłem sanskryckim). Pochodzący z X w. glosariusz Cormaca opisuje ją, jako córkę Dagdy („wielkiego boga” prastarych plemion Tuatha de Danaan). Celtyccy bardowie (sporadycznie zajmujący się także przepowiadaniem przyszłości) nie tylko sławili jej dobroć, hojność, ale także podkreślali jej zdolność do wydania sprawiedliwych osądów.

Z czasem ludność dokonała pewnej zmiany w postrzeganiu Brighid, dodając do jej orszaku dwie siostry: Brygid (Lekarkę) oraz Brigid (Kowalkę). Obecnie uważa się całą trójkę za różne aspekty jednej postaci (bogini leczenia, poezji, rzemiosła). W Irlandii patronowała najróżniejszym cechom rzemieślniczym: farbiarzy, piwowarów, tkaczy. Tutaj także przedstawiano ją w powozie zaprzęgniętym w dwa woły (Fea, Feimhean). Miała też opiekować się królem dzików (Torc Triath). Wszystkie te zwierzątka miały zdolność porozumiewania się ludzką mową (kiedy Irlandii groziło jakieś niebezpieczeństwo). Brygantowie (najsilniejszy związek plemion celtyckich) nadawali miastom, rzekom nazwy nawiązujące do bogini – matki (zamieszkiwali głównie północną część Anglii).

W galickiej Irlandii Imbolc była swoistą fiestą wyznaczającą początek astronomicznej wiosny. Nie trudno się zatem dziwić powszechnemu obżarstwu. Na dodatek w tym samym czasie owce rozpoczynały laktację, co umożliwiało przygotowanie wielu wysokokalorycznych dań opartych na mleku (masło, śmietana etc.). Oczywiście wszelkie święta agrarne (zsynchronizowane ze światem przyrody) zależały głównie od klimatu występującego w danym miejscu. Tarnina (odmiana śliwy) była rośliną szczególnie czczoną w czasie Imbolc. Ogień również był elementem istotnym obrzędów. Wierzono, że obserwacja ognisk, świec (każdego przejawu poświęconego ognia) zwiększa moc Słońca, przyspieszając nadejście roztopów. Kapłani byli w stanie (na podstawie analizy popiołu) stwierdzić, czy dane ognisko domowe zyskało przychylność opiekuńczych bóstw.

Po dołączeniu do świata chrześcijańskiego 1 II stał się tradycyjną ucztą ku czci św. Brygidy (zwyczaj ten jest najbardziej popularny w Irlandii). W czasie wieczoru poprzedzającego (tzw. wigilia Imbolc) Brighid miała odwiedzać domostwa, błogosławiąc mieszkańców w czasie snu. Brighid była uosobieniem łagodnej aury przynoszącej ludziom nadzieję z racji rozświetlania mrocznych zimowych dni. Luty na Wyspach Brytyjskich jest miesiącem najzimniejszym, a co za tym Idze najtrudniejszym do przeżycia. W Szkocji miesiąc ten nazywano „faoilleach” („miesiącem wilków”) lub „marbhmhins” („miesiącem śmierci”). Pomimo chłodu pojawiały się pierwsze oznaki odradzającego się po zimie życia – na świat przychodziły jagnięta, ptaki zaczynały wić gniazda i śpiewać radośnie (głównie lelki), zieleniła się trawa. Nawet jeszcze w XIX w. rodziny spożywały kolację w rodzinnym gronie, aby symbolicznie przegnać zimę (chodziło o przyciągnięcie Brighid zapachem pyszności). Ubrania, kawałki materiału (pozostawiane na mrozie) były po kilku dniach zbierane (wierzono w ich uzdrawiające własności tkanin przymierzanych przez łaskawą boginię). Często zostawiano otwarte drzwi, aby zaprosić przechadzającą się po wrzosowiskach Brighid. Na Hebrydach w mieszkaniach były trzymane specjalne łoża, ścielone okazjonalne z myślą o tej niezwykłej postaci (utrzymało się to aż do końca XIX w.). Łóżka te wykonywane były przez bardzo wąskie grono stolarzy (wyznaczonych przez kapłanów).

Na terenie Irlandii, Szkocji dziewczęta oraz młode kobiety przygotowywały specjalną kukłę z sitowia lub trzciny. Czasami przyozdabiano ją starymi ubraniami, muszelkami (głównie na Hebrydach), kryształami górskimi bądź kwiatami (głównie przebiśniegami, prymułkami). Panie (wszystkie ubrane na biało, co miało podkreślać ich czystość, niewinność) obnosiły „Brídeóg” w kolorowej procesji, intonując jednocześnie pieśni ku chwale Brighid. Musiały odwiedzić każdy dom na określonym obszarze (w każdym otrzymywały poczęstunek, nowe ozdoby dla kukły). Po zakończeniu pochodu układano ją w łóżku, śpiewając kołysanki. Biesiadnicy tańczyli do białego rana, swatając (w miarę możliwości) pątniczki. Zwyczaje kultywowały także rodziny katolickie (do XVII w.). W niektórych częściach Irlandii „Brídeóg” była noszona przez okoliczne dzieci, zbierające pieniądze o niskich nominałach dla „biednej Biddy”. W hrabstwie Kerry po domach chadzali kolędnicy (mężczyźni w białych opończach).

Krzyże Brighid wykonywano przeważnie z sitowia. Z jego źdźbeł formowano konstrukcję kształtem przypominającym swastykę z kwadratem pomiędzy czterema ramionami (każde z nich było ozdobione węzłem). Ozdoby takie wieszano nad drzwiami, w oknach i stajniach (miało to zabezpieczać budynki przed pożarami, wyładowaniami atmosferycznymi – zimowe burze bywały bardzo gwałtowne). Zwyczajowo wisiały aż do następnego Imbolc, kiedy to wymieniano je na nowe. 

Jak doszło do ucywilizowania pogańskiego bóstwa (na Wyspach popularnością przegrywa tylko ze św. Patrykiem)? Akt transformacji dokonał się na górze trzech bogów (Drumeague). W tymże miejscu znajdowała się olbrzymia kamienna rzeźba głowy Brighid. Misjonarze (po poznaniu lokalnych obyczajów) ukryli ją w neolitycznym grobowcu, by potem w cudowny sposób ją odnaleźć i kanonizować w pobliskim kościele, jako św. Brygidę z Knockbridge (subtelne zagranie, prawda?). Nie zachowały się żadne przekazy historyczne potwierdzające istnienie osoby mogącej stanowić wzór dla późniejszej świętej. Zgodnie z jedną z miejscowych legend miała być akuszerką przy narodzinach Jezusa Chrystusa (ludowe podania nie opisują, jak miałaby dotrzeć z Palestyny do Irlandii).

Do dnia dzisiejszego zachowały się niektóre obyczaje. Obecnie cieszy się popularnością wśród wyznawców celtyckich ruchów pogańskich i wiccan. Neopoganie przystosowali starożytne rytuały do swoich potrzeb. Z uwagi na mnogość takich organizacji święto Imbolc ukrywa się pod różnymi nazwami. Tradycjonaliści starają się odtwarzać wszystko zgodnie z przeszłymi zwyczajami. Inni łączą Imbolc z własnymi nurtami pogańskim, organizując komiczne wystąpienia bez większego sensu merytorycznego. Istnieją też rozbieżności w dacie obchodów (dla przykładu: wyznawcy z północnej półkuli świętują w lutym, a południowej – w sierpniu). Niektóre kulty uzależniają ją od naturalnego biorytmu określonych roślin. Są też takie, które przenoszą właściwą celebrację na dzień ekwinokcjum (wiosennego lub jesiennego).

Rekonstruktorzy cywilizacji celtyckiej skupiają się na wiernym odtwarzaniu tradycji przodków. Wnikliwe analizują teksty źródłowe, szukając wskazówek pomocnych w organizacji. Te badania spowodowały przeniesienie obchodów na dzień po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Historycy zawdzięczają im współczesne wykonania starodawnych utworów muzycznych i możliwość obcowania z żywą kulturą minionych wieków. W tym czasie bogini Brighid otrzymuje dary od osób, którzy wybrali ją w charakterze bóstwa opiekuńczego.  

Wiccanie wpletli Imbolc do swojego Kręgu Roku, nadając mu istotną rangę jednego z ośmiu świąt (sabatów). Tradycyjnie obchodzi się go pomiędzy Yule (przesileniem zimowym) a Ostarą (wiosenną równonocą). Uroczystość poświęcona jest bogini Brighid, dlatego wiele klanów traktuje Imbolc, jako święto wybitnie kobiece. Przeprowadza się specjalne rytuały wyłącznie dla członkiń tychże kultów. U dianicznych wiccan Imbolc to najwłaściwsza okazja do inicjacji nowych członków ruchu. Zwyczajowo praktykuje się obrzędy uzdrawiające (ze względu na regeneracyjny aspekt Brighid). Czas święta jest też dedykowany magii świec (rytualne ołtarze przyozdabia się woskowymi świeczkami oraz świeżymi kwiatami).

czwartek, 9 stycznia 2014

Studium zbrodni króla Makbeta



Lektura dramatu W. Shakespeare’a pt. Makbet, skłania nas do refleksji nad swoistą metamorfozą, jaką przechodzi tytułowy bohater. Makbet z wiernego wasala króla Szkocji Dunkana, ucieleśnienia cnót, wzorcowego rycerza i wspaniałego przyjaciela staje bezwzględnym, okrutnym, żądnym władzy i zdradzieckim tyranem. Jednak zanim owa przemiana zostanie poddana szczegółowej analizie, warto zwrócić uwagę na cnoty, kierujące Makbetem na początku tragedii. Honor, odwaga, wierność ideałom – te abstrakcyjne pojęcia stanowią fundament istoty nie tylko rycerskości, ale i człowieczeństwa. Cnoty określają przecież wzorce zachowań, mówiące nam, co robić, a czego nie. Bez takich wzorców człowiek jest nieobliczalny, a jego postępowanie nieograniczone żadnymi normami lub zasadami. Nie ulega wątpliwości, że taki osobnik jest niezdolny do asymilacji w społeczeństwie, żyjącym według wypracowanych wraz z kolejnymi przemianami pokoleń. Ponadto istotną w życiu Makbeta kwestią było sumienie. Longin Jan Okoń powiedział: Kto stracił sumienie, pozbył się człowieczeństwa. Cytat ten obrazuje, jak ogromny wpływ na Makbeta miały jego czyny. Przejdźmy, więc do istoty tej pracy – do analizy metamorfozy bohatera...

Makbeta poznajemy w momencie, gdy ten dowodzi armią królestwa Szkocji w wojnie z zamorskim agresorem, norweskim królem Sweno, wspieranym przez zbuntowanych panów szkockich (w tym także tana[1] hrabstwa Kawdor). Z relacji jednego ze szkockich żołnierzy dowiadujemy się wiele o zachowaniu Makbeta w trakcie bitwy pod Forres, gdzie starł się z wojskami Kernów z Hebryd pod wodzą zdrajcy. Z pewnością w trakcie walki cechowała go wówczas szaleńcza odwaga, granicząca wręcz z brawurą, o czym świadczy następujący fragment: Dzielny nasz Makbet, gardząc szalą szczęścia, mieczem, dymiącym krwią jak kadzidłem, torując sobie drogę wśród zastępów, przedarł się aż do zdrajcy (...). Walczy, mając precyzyjnie określony cel główny, ściśle podporządkowując się jego osiągnięciu. Tym celem nie jest bynajmniej zwycięstwo w bitwie (cel poboczny), ale pomszczenie zniewagi, jaką była zdrada jednego z wasali króla Dunkana (Macdonwalda). Cel ten osiąga, dzięki nieustępliwości i żądzy sprawiedliwości. Naoczny świadek mówi nawet, iż (...) i dopóty nieubłagane zadawał mu cięcia, aż go rozrąbał od czaszki do szczęki i głowę jego zatknął na murach. Makbet postąpił, więc z przeciwnikiem w sposób niehumanitarny, ale takie praktyki należały do dobrego smaku średniowiecznych realiów. Makbet nie tylko dał nauczkę krnąbrnemu wasalowi, lecz także wykorzystał jego zdradę do pozostawienia fizycznego ostrzeżenia dla pozostałych buntowników. Wierny Dunkanowi pan szkocki Rosse dostarcza nam kolejnych przykładów męstwa Makbeta, tym razem w bitwie z samym Sweno, stoczonej w hrabstwie Fife: Makbet, okryty zbroją, jako skała stanął przeciw niemu. Zwycięstwo Makbeta w tejże bitwie dostarcza Szkocji chwały wojennej, pokoju z Norwegami oraz dziesięć tysięcy dolarów kontrybucji wojennej. Niestety odwaga, nieustępliwość w połaczeniu ze sławą kładą fundamenty pod zdradę.

Właściwa metamorfoza tana Glamis[2] rozpoczyna się w momencie, kiedy to usłyszał on przepowiednię czarownic, krótko po zwycięstwie nad Norwegami. Początkowo wydaje się, iż w jego duszy nic się nie dzieje. To tylko pozory, bo choć przepowiednia była tak nieprawdopodobna, że racjonalny umysł szkockiego wodza od razu ją odrzucił, jako nierealną, to ziarno zostało zasiane. Tymczasem król Dunkan, pamiętając zasługi Makbeta nadaje mu tytuł tana Kawdoru, zupełnie nieświadomie spełniając tym samym część przepowiedni... Makbet zaś postanawia napisać do swojej ukochanej żony. W liście opowiada o swoim spotkaniu z czarownicami i przepowiedni. Wkrótce potem napotyka królewskiego posłańca, który przekazuje mu postanowienie Dunkana. W duszy Makbeta nagle wybucha walka. Podszepty ambicji, podsuwającej mu pomysł zamordowania króla i jego potomków, by zagarnąć tytuł króla Szkocji, napotykają opór stawiany przez te same rycerskie cnoty, które Makbet pielęgnował przez całe swoje życie. Istotną rolę spełniła tu także przyjaciela Banka. Kiedy spotyka Dunkana składa mu przyrzeczenie służby królestwu oraz deklarację honoru. Jednak po tym, jak król wyznaczył na swego następcę swojego syna Malkolma, Makbet zaczyna planować morderstwo swojego seniora. Zrządzeniem losu król udaje się z orszakiem do Inverness, na wyraźne zaproszenie Makbeta... 

Lady Makbet, powiadomiona już zarówno o przepowiedni, jak i o awansie swojego męża, zaczyna knuć spisek w wyniku, którego Makbet ma zostać królem Szkocji. Początkowo martwi się, czy cechy charakteru męża (dobroć, niechęć do okrucieństwa, wierność seniorowi) nie staną na drodze w realizacji je planów. W końcu jednak podejmuje decyzję – Spiesz się, przybywaj, abym mego ducha mogła przelać w twe ucho i ust mych potęgą rozwiać to wszystko, co od twojej głowy oddala ów krąg złoty[3]. Widzimy, że Lady Makbet jest pozbawiona wszelkich skrupułów. Ma mocną motywację do działania, więc nie przeszkadzają jej żadne cnoty. Postanawia zamordować Dunkana, okazując tym samym okrucieństwo upór oraz siłę ducha. 

Po przybyciu do swojego zamku Makbetem targają wątpliwości. W monologu mówi on o wewnętrznej walce z ambicją, jej głównym prowodyrem: Jeden, wyłącznie tylko jeden bodziec podżega we mnie tę pokusę, to jest ambicja, która przeskakując siebie, spada po drugiej stronie. Konfrontacja z Lady Makbet ujawnia najmroczniejsze instynkty żony, skrywane dotąd pod pozorami. Za wszelką cenę próbuje nakłonić małżonka do ohydnej zbrodni. Uderza w najczulszy punkt małżonka, w ambicję, porównując go do przysłowiowego kota, który ma ochotę na świeżą rybę, ale boi się zmoczyć sobie kończyny. Wypracowana latami wiernej służby hierarchia wartości stawia czoła bezwzględności Lady Makbet: Na wszystko gotów jestem, co jest godne męża; kto więcej waży, nie jest nim. Makbet zdaje sobie sprawę, że morderstwa Dunkana może dopuścić się jedynie szaleniec lub najgorszy zbrodniarz. W głębi serca tan Glamis nadal jest godnym ideałem rycerza, ale targają nim wichry niepewności. W końcu czarownice przepowiedziały mu godność tana Kawdoru! A skoro spełniła się ta część przepowiedni, dlaczego więc nie miałaby się spełnić reszta? Lady Makbet nie ustępuje. Z przekonaniem zapewnia, że ona postawiona w obliczu trudnej decyzji, nie zawahałaby się uczynić wszystkiego, w imię wyższego dobra (nawet uśmiercić własne dziecko). Co więcej przedstawia mężowi szczegółowy plan zbrodni. Zapał, przekonanie, z jakim ukochana kobieta Makbeta mówi o zamordowaniu Dunkana, łamią opór dzielnego wasala. Postawa małżonki przelała przysłowiową czarę goryczy. Tłumione dotąd żądze znajdują ujście w obłąkańczym przyrzeczeniu: Wszystkie moje siły nagnę do tego okropnego czynu. Makbet przekroczył granicę – zaprzedaje duszę odrażającym żądzom. Jednak nie jest jeszcze zupełnie wyzuty z ludzkich odruchów…

Przemiana bohatera wydaje się ostateczna – Makbet mami przygodnie spotkanego Banka, wypierając się wspominania przepowiedni czarownic. Ufny w prawdomówność, wypróbowanego przecież niejednokrotnie, przyjaciela udaje się na zasłużony odpoczynek. Nie wie, że to nie troska kierowała Makbetem, ale schodzi posterunku, ułatwiając tym samym zadanie królobójcy. Makbet ma wolną rękę, ale resztki człowieczeństwa dają o sobie znać na chwilę przed zamachem. Mówi się, iż nie ma trudniejszej do popełnienia zbrodni od zamordowania człowieka. Ów bestialski czyn często sprowadza na mordercę obłęd - wyrzuty sumienia nie dają zabójcy spokoju, gdyż ten nieustannie myśli o popełnionej zbrodni. To staje się wręcz jego obsesją. Makbet boryka się z podobnymi trudnościami. Otóż klinga jego sztyletu wydaje się mu poplamiona krwią. Szybko jednak otrząsa się ze stanu, w jaki ów przywidzenie go wprawiło (paniczny strach). Uspokaja się i przechodzi do działania…

Z zimną krwią morduje Dunkana. Po zamordowaniu swojego lennika jest roztrzęsiony. Kiedy słudzy zaczęli mamrotać przez sen (zostali uśpieni specjalną miksturą), bez wahania morduje także ich. Zrobił to w amoku – kierowany bardziej zwierzęcymi instynktami, niż zdrowym rozsądkiem. Makbet wraca do swoich komnat i spotyka się z żoną. Mówi jej o koszmarnych omamach słuchowych: Wydało mi się, że słyszałem głos wołający: „Nie zaśniesz już więcej”. Żona bagatelizuje je, starając się przywrócić małżonkowi niedawną pewność siebie. Makbet zaczyna zdawać sobie sprawę tego, co uczynił. Odruchowo pragnie obmyć skalane królewską krwią dłonie. Chce zmyć z siebie hańbę, jakiej się dopuścił. Przybycie do zamku Makdufa napełnia Makbeta prawdziwym przerażeniem. Lady Makbet przypomina mu o popełnionej zbrodni i o konieczności ukrycia prawdy. Podrzuca sługom króla sztylety, aby masakra wyglądała na ich robotę. Podbudowany tym Makbet w obliczu rzucanych na niego podejrzeń, ratuje się obłudnymi przyrzeczeniami.

Plan zamordowania dziedziców tronu spala na panewce, a Makbet musi poradzić sobie z podejrzeniami Banka. Na tym etapie stał się już bestialskim szaleńcem, łaknącym jedynie krwi swoich nieprzyjaciół i władzy absolutnej. Zleca zamordowanie Banka i jego syna. Szaleństwo, wywołane tłumionymi wyrzutami sumienia, powoduje projekcję ducha Banka podczas jednej z uczt. Ambicja rozwiewa jednak szybko kolejne wątpliwości, a w Szkocji rozpoczyna się nowa epoka tępienia wszelkich nieprzyjaciół królestwa – wrogów despotycznej władzy nowego władcy. Epoka tyranii Makbeta…

Reasumując, metamorfoza Makbeta została pomysłowo wpleciona w fabułę dramatu przez jego autora. Czytelnik jest wciągany w historię Makbeta – z zapartym tchem czyta o zbrodniach zdradzieckiego wasala. Po lekturze Makbeta powinno się postawić pytanie o naturę ludzkiej egzystencji. To, co się stało z Makbetem, może się przecież przydarzyć każdemu z nas. Ideał rycerskości staje się wcieleniem bestialskiego terroru i despotyzmu. Makbet ma niewątpliwie charakter refleksyjny. Skłania nas do przemyślenia swojego postępowania. Makbet ciężko okupił swoje zbrodnicze czyny – został zabity w imię ideałów, które kiedyś sam wyznawał. Odnajdujemy, więc w dramacie Shakespeare’a antyczne katharsis. Dowiadujemy się, co czeka zdrajców, spiskowców. Przykład Makbeta jest dla nas przestrogą – za wszystko, co czynimy, przyjdzie nam kiedyś zapłacić. Tylko od nas zależy wysokość tego rachunku


[1] tan – wysoka ranga feudalnego wasala; używany w Szkocji tytuł szlachecki, oznaczający dziedzicznego naczelnika hrabstwa
[2] Makbet odziedziczył ten tytuł po swoim ojcu Sinelu
[3] złoty krąg - alegoryczne przedstawienie królewskiej korony